Władze w Londynie podejrzewają, że katastrofę spowodował atak terrorystyczny. Miałyby to potwierdzać wiadomości wymieniane między bojownikami, działającymi na półwyspie Synaj, do których dotarł brytyjski wywiad - informuje BBC.

Służby podejrzewają, że ktoś mający dostęp do luku bagażowego, umieścił tam ładunek wybuchowy tuż przed startem samolotu. Brytyjczycy nie wykluczyli ostatecznie, że przyczyną katastrofy mogła być usterka techniczna maszyny, uważają to jednak za mało prawdopodobne.

W wywiadzie dla jednej z rozgłośni radiowych również prezydent Barack Obama przyznał, że Waszyngton bardzo poważnie rozważa taką możliwość. Obama zastrzegł równocześnie, że jest za wcześnie, aby stwierdzić to z pewnością.

Wcześniej podobną opinię wyraził David Cameron. Brytyjski premier, który gościł w Londynie prezydenta Egiptu Abd al-Fataha as-Sisiego stwierdził, że hipoteza o zamachu terrorystycznym jest "bardzo prawdopodobna".

Na pokładzie samolotu, który rozbił się 31 października, były 224 osoby, wszystkie zginęły. Niedługo po katastrofie Państwo Islamskie oświadczyło, że był to przygotowany przez jego bojowników zamach. Władze Rosji od początku nie wykluczały żadnej przyczyny katastrofy.