Administracja Baracka Obamy już od kilku dni nie wykluczała, że za katastrofa mogą stać bojownicy z ISIS.

Musimy brać pod uwagę, że katastrofa ta była spowodowana przez atak terrorystyczny - mówił rzecznik Białego Domu Josh Earnest. Amerykański wywiad podsłuchał rozmowy dżihadżystów z Państwa Isamskiego. Terroryści chwalili się, że zniszczyli rosyjską maszynę nad Półwyspem Synaj. Pierwsza w Stanach Zjednoczonych informację na ten temat podała telewizji NBC.

Według źródeł stacji, przywódcy ISIS z Syrii rozmawiali na ten temat z odłamem Państwa Islamskiego z rejonu, gdzie doszło do tragedii. W głosach terrorystów wyczuwalna była duża radość z powodu doprowadzenia do rozbicia się samolotu. Więcej szczegółów na razie nie ujawniono. Zaznaczono jednak, że te doniesienia mogą okazać się przełomowe w śledztwie.

Już w dniu katastrofy filia Państwa Islamskiej na Synaju oświadczyła, że zestrzeliła rosyjski samolot. W oświadczeniu fanatycy poinformowali, że jest to zemsta za rosyjskie naloty na pozycje bojowników w Syrii. Oświadczenie to znalazło się na kilku powiązanych z islamistami stronach internetowych. Eksperci wyrażali jednak wtedy wątpliwości, by była to prawda.

Podkreślali, że zestrzelenie maszyny, lecącej na wysokości 9 kilometrów jest niezwykle trudne. W pierwszych komentarzach specjaliści mówili, że fanatycy operujący na Synaju nie mają takiej broni, którą można dosięgnąć samolot pasażerski.