Ben Nasr Mehdi przybył do Europy na długo przed falą uchodźców, bo osiem lat temu. Osiedlił się w mieście Novellara, gdzie pracował legalnie jako robotnik na budowie. Jednak uwagę policji i służb przyciągnęła jego aktywność po godzinach pracy. 31-letni wówczas Tunezyjczyk w miejscowym Centrum Islamskim pomagał w werbowaniu przyszłych terrorystów, szkolił ich ideologicznie i technologicznie.

Służby zaczęły podsłuchiwać telefon mężczyzny, informacje na jego temat wymieniano z wywiadami Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Mehdi był ważnym elementem większej grupy islamistów, tworzących sieć terrorystyczną nazywaną 17 fratelli (17 braci). Grupę aresztowano w listopadzie 2007 roku.

W liczącym 500 stron dossier, które zaprezentowane zostało sądowi w czasie procesu Mehdiego, dokładnie opisano proceder pozyskiwania i szkolenia bojowników, którzy potem byli wysyłani do Iraku, Afganistanu i Syrii, by walczyć dla al-Kaidy. W ośrodku treningowym w Mediolanie młodzi mężczyźni byli poddawani treningowi ideologicznemu i uczyli się konstruować i obsługiwać materiały wybuchowe - specjalistą w tej dziedzinie był właśnie Mehdi. W jego mieszkaniu znaleziono instrukcje na ten temat w trzech językach. Natrafiono również na trop siatki przemytu broni, której macki sięgały Portugalii, Wielkiej Brytanii i Francji.

Ben Nasr Mehdi został skazany na 7 lat więzienia, karę odsiadywał w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Neapolu. Przed sądem nie zdradził żadnych towarzyszy, zapewniał, że nie działał w żadnej organizacji. W 2014 roku prokurator zaproponowała mu układ - wcześniejsze wyjście na wolność w zamian za informacje o towarzyszach. Odmówił. Mimo to właśnie w 2014 opuścił więzienie i wyjechał do Tunezji. Słuch o nim zaginął, a jego adwokat który reprezentował go przed włoskiem sądem, w rozmowie z "The Daily Beast" przyznał, że nie miał już kontaktu ze swoim klientem.

Z syryjskim paszportem wśród uchodźców

Łódź, która w październiku niemal zatonęła na Morzu Śródziemnym, była jedną z wielu uratowanych przez włoską marynarkę. Grupa około 200 Syryjczyków, którzy płynęli z Libii, trafiła na Lampedusę. Podczas kontroli wyłuskano cztery osoby, które ewidentnie z Syrii nie pochodziły. Podejrzewano, że to one zorganizowały przerzut ludzi do Włoch. Po sprawdzeniu odcisków palców okazało się, że mężczyzna legitymujący się syryjskim paszportem na nazwisko Mohammed Ben Sar, tak naprawdę nazywa się... Ben Nasr Mehdi i ma na koncie wyrok za działalność terrorystyczną. Przekonywał, że przybył do Europy, by szukać azylu politycznego.

Jednak włoskie władze nawet go nie przesłuchały. Zgodnie z umową bilateralną między Włochami a Tunezją, obywatele nieposądzeni o przemyt migrantów są automatycznie deportowani do ojczystego kraju. Tak też stało się w przypadku Mehdiego. Policja przyznaje, że Tunezyjczyk skorzystał z luki prawnej - formalnie można go było oskarżyć jedynie o próbę nielegalnego przekroczenia granicy, a to wiąże się jedynie z odesłaniem do ojczyzny.

Chociaż włoska opinia publiczna obawia się obecności w swym kraju zorganizowanych grup terrorystycznych przybywających pod płaszczykiem imigracji, włoskie władze zapewniają, że nie ma powodu do paniki. Minister spraw wewnętrznych Angelino Alfano uspokaja, że państwo jest bezpieczne, dzięki służbom, które nieustannie monitorują sytuację.