Szef niemieckiego MSW Thomas de Maiziere skrytykował zachowanie policji wobec zagrożenia. W rozmowie z telewizją ARD minister stwierdził, że policja nie może czekać z reakcją na skargi ofiar. Sama policja w Kolonii przyznała, że nie miała pojęcia o wydarzeniach, bo funkcjonariusze zajęci byli zapewnianiem bezpieczeństwa uczestnikom zorganizowanych zabaw sylwestrowych.

Prawdziwa skala noworocznych zajść została ujawniona dopiero po kilku dniach. Jeszcze na początku roku policja zapewniała, że w sylwestra nie doszło do poważniejszych incydentów. Jednak we wtorek liczba kobiet, które zgłosiły napaść, zbliżyła się do setki. Co najmniej jedna z napadniętych została zgwałcona. Gangi złożone - jak określiła to policja - "z osób o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich" atakowały głównie w Kolonii, ale też w innych miastach, między innymi w Hamburgu. Według ofiar, grupy imigrantów otaczały je, napastowały je seksualnie i okradały.

Thomas de Maiziere podkreślił, że w tej sprawie nie ma miejsca na spekulacje i zaznaczył, że władze muszą wyjaśnić, czy mają do czynienia ze sprawcami pochodzącymi z najnowszej fali migrantów, czy też żyjącymi w Niemczech od dawna.

Telewizja: Milczenie było błędem

Tymczasem niemiecka telewizja publiczna przeprasza za brak wiadomości o atakach na kobiety. Informacje o działalności gangów dopiero wczoraj zaczęły intensywniej przebijać się do głównych mediów.

ZDF w oświadczeniu stwierdziła, że brak bieżącej informacji był błędem. Wyjaśniono, że wydawca programu informacyjnego zdecydował o przełożeniu materiału o wydarzeniach do czasu przedstawienia oficjalnego stanowiska przez władze i policję w Kolonii. - Była to jednoznacznie zła ocena sytuacji - stwierdzono w oświadczeniu opublikowanym na profilu kanału na Facebooku. Część organizacji i polityków oskarżała główne media o zastosowanie autocenzury w sprawie wydarzeń, bo uderzały one w proimigracyjną politykę rządu w Berlinie.