O tym, że Turcja otrzyma 3 miliardy euro na pomoc syryjskim uchodźcom, zdecydowano na unijno-tureckim szczycie pod koniec listopada. Dwa miesiące później funduszy wciąż nie ma. Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini podczas wizyty w Turcji uspokajała jednak: "Jestem przekonana, że suma, jaka została uzgodniona, znajdzie się w stosownym czasie" - mówiła. Władze w Ankarze nie ukrywają zniecierpliwienia.

Nie traktujemy tego jako działania przeciwko Turcji, ale przypominamy, że każde opóźnienia w udostępnianiu funduszy na uchodźców negatywnie wpływają na ich codzienne życie, zwłaszcza jeśli chodzi o edukację i opiekę zdrowotną - powiedział turecki minister spraw zagranicznych Mevlüt Cavusoglu.

Zgodnie z propozycją Komisji Europejskiej, pół miliarda euro miało pochodzić z unijnego budżetu, a pozostałe dwa i pół miliarda - od państw członkowskich, ale ostateczne ustalenia w tej sprawie jeszcze nie zapadły.

Przed wypłatą pieniędzy Komisja stara się oszacować potrzeby migrantów na miejscu i wyselekcjonować projekty, jakie zostaną sfinansowane. - To nie są pieniądze, które idą do kasy tureckiego rządu. To pieniądze, które będą przeznaczone na konkretne projekty - podkreślała szefowa unijnej dyplomacji.

Jednocześnie Bruksela uważnie przygląda się temu, co robi sama Turcja, która obiecała uszczelnić swoją granicę, by ograniczyć napływ migrantów do Europy. Efekty tych działań - według Komisji Europejskiej - są niezadowalające. Pod koniec grudnia do Grecji docierało wciąż około trzech-czterech tysięcy migrantów dziennie.