W Wirginii Trump pokonał wspieranego przez establishment GOP senatora Rubio niespełna trzema punktami procentowymi, a w Arkansas ultrakonserwatywnego senatora Cruza tylko czterema punktami procentowymi.

Oznacza to, że w tych stanach mimo zwycięstwa Trump zdobędzie prawie taką samą co rywale liczbę delegatów na lipcową konwencję GOP, która nominuje kandydata partii w listopadowych wyborach prezydenckich w USA. Przykładowo z Wirginii Trump zabierze na konwencję 17, a Rubio 16 delegatów - podliczyła telewizja CNN.

Ponadto Trump przegrał we wtorek w przynajmniej trzech stanach. W Teksasie, największym stanie spośród głosujących we wtorek, pokonał go reprezentujący ten stan w Senacie Ted Cruz. Dzięki poparciu konserwatywnych ewangelików Cruz wygrał też w Oklahomie. Natomiast w stanie Minnesota pierwsze miejsce zajął Rubio i jest to jego pierwsze zwycięstwo od początku prawyborów.

Wciąż nie są znane wyniki na Alasce, ale po podliczeniu około połowy głosów Cruz nieznacznie wygrywa z Trumpem.

W sumie w Superwtorek kandydaci GOP walczyli aż o 595 delegatów, a do wygrania wyścigu potrzeba 1237. Telewizja CNN szacuje, że dotychczas - z uwzględnieniem czterech stanów, które głosowały wcześniej - Trump zdobył już przynajmniej 302 delegatów, Cruz - 174, Rubio - 104, gubernator z Ohio John Kasich - 27, a emerytowanego neurochirurg Ben Carson - 7.

Wciąż uważam, że Trumpowi nie uda się zdobyć 1237 delegatów - powiedział Rubio w wywiadzie dla CNN. Przekonywał, że jego wynik poprawi się już w najbliższą sobotę, gdy głosują kolejne stany.

Także Cruz był pewny, że Trumpa wciąż można zatrzymać. Ameryka nie powinna mieć prezydenta, którego słowa wywołują zażenowanie i wstyd - powiedział we wtorek. Zdaniem Cruza to on, a nie Rubio ma największe szanse na pokonania miliardera. Zwrócił się do Rubio i dwóch innych pretendentów GOP do fotela prezydenta USA, czyli Kasicha i Carsona, by wycofali się z wyścigu i udzielili mu poparcia.

W wygłoszonej we wtorek wieczorem mowie Trump nie miał jednak wątpliwości, że to on zdobędzie nominację, a następnie poprowadzi Partię Republikańską do zwycięskiej walki z Demokratami o Biały Dom. Będziemy jeszcze większą partią i jeszcze bardziej jednoczącą - przekonywał w odpowiedzi na krytykę, że dzieli GOP.

Argumentował, że przyciąga do ugrupowania nowy elektorat, bo wśród jego wyborców są osoby niezależne i byli Demokraci. Zapewnił też, że jest "bardziej konserwatywny" od swych rywali, jeśli chodzi o nielegalną imigrację czy sprawy dotyczące wojska, a jako prezydent USA naprawi infrastrukturę w USA. Obecnie jesteśmy jak kraj Trzeciego Świata pod względem stanu infrastruktury - powiedział miliarder.

Perspektywa zdobycia nominacji prezydenckiej GOP przez Trumpa budzi coraz większą frustrację establishmentu i donatorów partii, bo może oznaczać nie tylko porażkę w wyścigu do Białego Domu, ale też to, że w jesiennych wyborach Republikanie stracą kontrolę na Senatem. Trump wywołuje bowiem tak negatywne emocje, że analitycy spodziewają się wielkiej mobilizacji wyborców Partii Demokratycznej przeciwko niemu w listopadowych wyborach.

To, co stworzył Trump, to nacjonalistyczny, populistyczny ruch. (...) Nie wierzę, że może zjednoczyć partię - ocenił podczas niedawnej debaty w konserwatywnym think tanku American Entreprise Institute znany analityk zajmujący się partiami konserwatywnymi, a przy tym Republikanin Henry Olsen.

Ale zdaniem Olsena, mimo wygranej w wielu stanach podczas Superwtorku, nominacja prezydencka dla Trumpa nie jest jeszcze przesądzona. Wciąż jest możliwa droga, by jeden alternatywny kandydat pokonał Trumpa i wygrał - ocenił we wtorek Olsen. Podkreślił jednak, że trzeba działać szybko.

Wielu analityków przypomina też, że od 15 marca zacznie obowiązywać nowa, wprowadzona przez GOP w 2012 roku zasada "zwycięzca bierze wszystko". Teraz delegaci przydzielani są proporcjonalnie do uzyskanego wyniku. Jeśli np. Rubio, który jest senatorem z Florydy i wygra 15 marca w tym dużym i dość umiarkowanym stanie, to zgarnie wszystkich 99 delegatów przypadających na ten stan i znacznie wzmocni swe szanse w walce z Trumpem.

Coraz większa liczba sympatyków GOP liczy też na to, że Trumpa uda się powstrzymać podczas lipcowej konwencji delegatów GOP, o ile jego zwycięstwo w prawyborach nie będzie przytłaczające. Chodzi o scenariusz zwany brokered convention. Zakłada on, że delegaci tylko w pierwszym głosowaniu głosują tak jak stany, z których pochodzą, a w drugim i kolejnym mogą poprzeć osobę, która nawet nie brała udziału w prawyborach.