Dziennikarze wystąpili na konferencji prasowej po tym, gdy w ubiegłym miesiącu minister łączności Sanae Takaichi ostrzegła nadawców telewizyjnych, że udzielone im licencje mogą zostać cofnięte, jeśli nie będą przestrzegać bezstronności w relacjonowaniu wydarzeń politycznych.

Japońska ustawa o radiu i telewizji wymaga, by ich programy były "politycznie uczciwe", a Takaichi kilkakrotnie deklarowała w parlamencie, że nadawca, który notorycznie nie będzie się do tego stosował, może stracić licencję. Mimo protestów, że sformułowania takie stwarzają zagrożenie dla wolności mediów, minister ich nie odwołała.

Rzecznik rządu Yoshihide Suga bronił tych wypowiedzi jako wynikających ze "zdrowego rozsądku". Dziennikarze deklarują, że stanowisko Takaichi i popierającego ją rzecznika jest nie do przyjęcia, i zapowiadają dalsze protesty.

- Spośród wszystkich rządów Partii Liberalno-Demokratycznej gabinet Abe jest najbardziej nerwowy w sprawdzaniu tego, co przekazują media, gdyż to, co mówi się w telewizji, ma wpływ na wskaźniki poparcia dla niego. Dziś w Japonii zamiast obserwowania władzy przez media mamy raczej rząd obserwujący media - powiedział na konferencji prasowej Shuntaro Torigoe, były redaktor dziennika "Mainichi" i prezenter telewizji Asahi.

W tym miesiącu w Japonii zrezygnowało z pracy trzech znanych dziennikarzy telewizyjnych, co podsyciło spekulacje na temat manipulowania mediami przez władze w celu zwiększenia publicznego poparcia dla ich polityki, w tym rozszerzania japońskiej aktywności militarnej za granicą.