- Merkel zapowiedziała jedynie, że sprawę Boehmermanna i Erdogana zbada wymiar sprawiedliwości. To brzmi tak, jakby kanclerz zdradziła satyryka. Ale to bzdura. Przekazanie sprawy wymiarowi sprawiedliwości nie jest oznaką płaszczenia się przed Erdoganem, lecz normalnym trybem w państwie prawa - czytamy w "Sueddeutsche Zeitung".

Autor komentarza Heribert Prantl przyznaje, że wydane przez rząd upoważnienia do ścigania "brzmi dwuznacznie". To nie oznacza jednak, że Boehmermann będzie teraz ścigany i ukarany - zastrzega komentator. Upoważnienie oznacza jedynie, że wymiar sprawiedliwości "może uczynić to, co jest jego zadaniem: zbadać, czy popełniony czyn, czyli satyra, podlega karze" - tłumaczy Prantl.

"SZ" odnosi się do zapowiedzi Merkel zniesienia paragrafu 103 kodeksu karnego, który jest podstawą prawną w sprawach dotyczących obrazy zagranicznych głów państwa, i sugeruje, że należałoby też zastanowić się nad likwidacją innych podobnych zapisów, w tym paragrafu o szkalowaniu prezydenta Niemiec, co jest zagrożone karą więzienia do 5 lat.

- Satyra Boehmermanna była nieudana, ale to nie oznacza, że jest karalna - ocenia Prantl. Boehmermann chciał "za pomocą drewnianego młota udzielić Erdoganowi korepetycji w kwestii wolności słowa". - Sąd musi rozstrzygnąć, czy w tym celu wolno posługiwać się bezczelnymi sformułowaniami, które oderwane od kontekstu są mocno obraźliwe - czytamy w "SZ".

Podobne stanowisko reprezentuje inna czołowa niemiecka gazeta - "Frankfurter Allgemeine Zeitung". - Merkel podjęła słuszną decyzję - przekazała sprawę niezależnemu wymiarowi sprawiedliwości - chwali wydawca dziennika Berthold Kohler. To dobrze, że sprawa Boehmermanna znajdzie się w rękach niezależnych sędziów, czyli "w dobrych rękach". - W przeciwieństwie do Rosji czy Turcji, niewinni ludzie nie muszą się obawiać państwa prawa i jego organów - zauważa autor komentarza.

Całkowicie inną ocenę znajdujemy w dzienniku "Die Welt". - Angela Merkel poniżyła się przed Erdoganem - pisze autor komentarza Torsten Krauel. Niemiecki dziennikarz wyraża zdziwienie, że skargę "autokraty przeciwko niemieckiemu satyrykowi" zaakceptowała niemiecka kanclerz, która po zamordowaniu francuskich satyryków z redakcji "Charlie Hebdo" poleciała do Paryża, aby wraz innymi przywódcami Zachodu zademonstrować solidarność w obronie wolności sztuki i zachodnich wartości.

"Die Welt" podkreśla, że w rzeczywistości decyzja Merkel nie dotyczy tylko Erdogana, lecz wpłynie na relacje także z innymi politykami w rodzaju prezydenta Rosji Władimira Putina. "Nazywanie Putina kłamcą, chociaż jest nim, stanie się teraz - po pokłonie Merkel przed Erdoganem - bardziej ryzykowne" - ocenia komentator.

Jego zdaniem niemiecka prasa będzie co prawda nadal pisać o Putinie, że jest kłamcą, ale "będzie czynić to ze świadomością, że rząd nie zajmie twardego stanowiska, gdy w trudnej sytuacji międzynarodowej zażąda on zadośćuczynienia i zagrozi konsekwencjami". Zdaniem Krauela taki szantaż jest bardzo prawdopodobny w kwestii Ukrainy.

Wydawany w Berlinie "Tagesspiegel" stoi na stanowisku, że Merkel nie powinna była ustępować przed żądaniami polityka, który w swoim kraju uciska wolność mediów i wolność słowa. Jej decyzja jest "niewłaściwym sygnałem" pod adresem tych, którzy są w Turcji zamykani w więzieniach za walkę o demokratyczne prawa". Postawa Merkel "nie przyczyni się do obrony wolności słowa w Turcji" - ostrzega autor.