Na miesiąc przed referendum w sprawie dalszego członkostwa Wielkiej Brytanii w UE - odbędzie się ono 23 czerwca - liczba jego zwolenników i przeciwników nadal jest bardzo zbliżona. W minionym tygodniu lekką przewagę w sondażach zyskali ci, którzy chcą pozostania, ale jeszcze kilka dni wcześniej było odwrotnie. Poza tym wszystkie te różnice pozostają w granicach błędu statystycznego, a kilkanaście procent Brytyjczyków wciąż nie wie, jak zagłosuje. Jednak najbardziej bolesna – z brytyjskiego punktu widzenia - konsekwencja ewentualnego wystąpienia kraju z Unii Europejskiej, czyli rozpad Zjednoczonego Królestwa, nie musi się wydarzyć. Okazuje się, że popierający pozostanie w Unii Szkoci wcale nie domagają się prawa do secesji w przypadku Brexitu.

Mówi o tym bardzo ciekawy sondaż, który pojawił się w "Scotland on Sunday", czyli niedzielnej edycji dziennika "The Scotsman". Zapytano w nim, co powinna zrobić Szkocja, gdyby jej mieszkańcy musieli wyjść z UE wbrew własnej woli, czyli zagłosowaliby za pozostaniem w niej, ale większość mieszkańców całej Wielkiej Brytanii poparła opcję przeciwną. Przeprowadzenia nowego referendum niepodległościowego w takiej sytuacji chce 44 proc. badanych, a przeciwnych temu jest 48 proc. Po odjęciu 8 proc. niezdecydowanych ta proporcja wynosi 48:52.

Co więcej, 51 proc. Szkotów uważa, że jeszcze jedno głosowanie w sprawie niepodległości nie powinno mieć miejsca niezależnie od wyniku unijnego referendum. Przeciwnego zdania jest 39 proc. ankietowanych, a 10 proc. nie ma zdania. A nawet gdyby doszło do Brexitu i przeprowadzone zostało kolejne referendum, to większość mieszkańców Szkocji nadal byłaby przeciwna secesji. Za niepodległością w takiej sytuacji głosowałoby 44 proc., przeciw – 47 proc., a po odliczeniu osób niezdecydowanych – odpowiednio 48,4 proc. oraz 51,6 proc.

Obawa, że wystąpienie z Unii Europejskiej oznacza niemal automatyczny rozpad Wielkiej Brytanii, jest jednym z głównych argumentów przeciwko Brexitowi. Rządząca w Edynburgu Szkocka Partia Narodowa (SNP) otwarcie deklaruje, że w przypadku wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE będzie się domagać przeprowadzenia nowego referendum w sprawie secesji tak, by niepodległa Szkocja mogła w niej pozostać.

Do niedawna sondaże faktycznie wskazywały, że taki scenariusz jest realny  w marcowym badaniu tego samego ośrodka za oderwaniem się od Wielkiej Brytanii, gdyby większość jej mieszkańców poparła wyjście z UE, opowiadało się 53 proc. badanych z wyłączeniem niezdecydowanych. Dowodem pewnej zmiany nastrojów jest także to, że w przeprowadzonych na początku maja wyborach do szkockiego parlamentu SNP straciła bezwzględną większość.

Szkocja tradycyjnie jest najbardziej prounijną spośród czterech części składowych Zjednoczonego Królestwa. O ile w całym kraju poparcie dla pozostania w UE i wystąpienia z niej oscyluje wokół 40 proc., w Szkocji za tą pierwszą opcją opowiada się 55–60 proc., a za drugą – ok. 30 proc., choć w jednym z majowych sondaży zdarzył się nawet wynik 76 proc. dla zostania w Unii. W Szkocji nie było jeszcze badania opinii publicznej, którego nie wygraliby zwolennicy dalszego członkostwa w UE. Rzadko zdarzają się takie, w których uzyskują oni mniej niż 50 proc.

Podobny odsetek poparcia dla utrzymania status quo jest także w Irlandii Północnej, choć tam nie tyle wynika to z miłości do Brukseli, lecz raczej z obaw, że Brexit mógłby negatywnie się odbić na procesie pokojowym. Z drugiej jednak strony największa północnoirlandzka partia polityczna Demokratyczna Partia Unionistyczna opowiada się za wyjściem z Unii. Z kolei większość mieszkańców Anglii prawdopodobnie zagłosowałaby za Brexitem (badania dotyczące samej Anglii przeprowadzane są bardzo rzadko), zaś w Walii przewagę w zeszłym roku mieli zwolennicy pozostania, ale w tym sytuacja się odwróciła i większość mieszkańców może też zagłosować za opuszczeniem Unii.

Referendum niepodległościowe w Szkocji, które zostało przeprowadzone za zgodą władz w Londynie, odbyło się we wrześniu 2014 r. Za oderwaniem się od Wielkiej Brytanii opowiedziało się wówczas 44,7 proc. głosujących, przeciwko było 55,3 proc. Od tego czasu w zdecydowanej większości sondaży górą są zwolennicy utrzymania obecnego stanu.