Szwedzki rząd tą nowelizacją, chce przekonać imigrantów podających się za prześladowanych uchodźców do dobrowolnego opuszczenia kraju.

- Szwecja nie może być hotelem, gdyż potrzebujemy miejsca dla uchodźców szukających azylu - oświadczył minister sprawiedliwości i migracji Morgan Johansson, komentując nowe regulacje.

Dotychczas imigranci, którzy otrzymali odmowną decyzję w sprawie azylu, mogli pobierać zasiłek oraz zamieszkiwać w ośrodku dla uchodźców do czasu ich przymusowej deportacji.

W praktyce z tym procederem nie radziła sobie szwedzka policja ani służba migracyjna. W 2015 roku na opuszczenie Szwecji oczekiwało 21 tys. osób, z czego 14 tys. uznano za zaginionych. Ponadto niektóre państwa, np. Somalia, Erytrea, Liban oraz Maroko, odmawiają przyjęcia swoich obywateli.

W związku z wejściem w życie nowego prawa migracyjnego kilkudziesięciu imigrantów protestowało w środę w ośrodku dla uchodźców w gminie Vaenersborg pod Goeteborgiem. - Nie wiemy, dokąd mamy pójść. Wylądujemy na ulicy jak psy - powiedział publicznej telewizji SVT jeden z demonstrujących Osman Jusuf.

W regionie Goeteborga zmiany dotyczyć będą 950 imigrantów; 350 z nich mieszka w obiektach wynajętych przez służby migracyjne.

Oczekującemu na rozpatrzenie wniosku o azyl państwo szwedzkie zapewnia dach nad głową, wyżywienie oraz zasiłek w wysokości od 500-700 koron (ok. 236-331 zł). Jeśli uchodźca nie korzysta ze wspólnej kuchni, otrzymuje większe wsparcie 1800 koron (851 zł).

Minister spraw wewnętrznych Anders Ygeman poinformował, że Szwecja przedłuży kontrole na granicach do 11 listopada. Oznacza to, że po stronie duńskiej na stacji Kastrup, przed wjazdem pociągów na most nad cieśniną Sund, wciąż sprawdzane będą dokumenty tożsamości. Wymaga to to od pasażerów dodatkowej przesiadki.