Została podjęta decyzja co do wysuniętej trwałej obecności w postaci czterech grup batalionowych w krajach bałtyckich oraz w Polsce, że są to grupy bojowe, nie ćwiczebne – poinformował Antoni Macierewicz na konferencji prasowej w czasie spotkania ministrów obrony Sojuszu.

Zdaniem szefa MON jest to "przełom w historii NATO".

W istocie do tego momentu nasza obecność miała charakter trochę papierowy – ocenił Macierewicz. – Faktyczne, realne bezpieczeństwo Polski uległo zasadniczej zmianie.

Jednocześnie Macierewicz ocenił, że decyzja NATO jest na "poziomie minimalnym", jeśli wziąć pod uwagę stopień zagrożenia ze strony Rosji. – To jest pierwszy krok, jeżeli chodzi o siły niezbędne, żeby skutecznie powstrzymać Rosję. Mamy tego pełną świadomość, ale to jest krok, który NATO uznało za możliwy dla skutecznego odstraszenia i powstrzymania wtedy, gdyby była próba agresji, na tak długo, zanim nie dotrą pozostałe siły – powiedział szef MON.

Macierewicz zapewnił, że wszystkie batalionowe grupy bojowe mają państwa ramowe, czyli odpowiedzialne za zebranie sił i dowodzenie nimi.

Dodał, że we wtorek ministrowie zdecydowali też, że w Polsce powstanie sojusznicze dowództwo na szczeblu dywizji. Będzie to element pośredni w łańcuchu dowodzenia pomiędzy Wielonarodowym Korpusem Północ-Wschód w Szczecinie a jednostkami rozmieszczonymi w Polsce i sąsiednich państwach.

Pytany, czy w przypadku Polski państwem ramowym będą USA, powiedział, że zostanie to ogłoszone na szczycie NATO, zaplanowanym na 8 i 9 lipca w Warszawie. Z kolei szef Sztabu Generalnego gen. Mieczysław Gocuł nie chciał mówić o składzie sił, które miałyby znaleźć się w Polsce, tłumacząc, że jest to odpowiedzialność państwa ramowego, której nie chcemy przejąć. – Chociaż nasz sojusz i sympatia trwają ponad 200 lat – wtrącił Macierewicz.

Minister dodał, że wciąż trwa dyskusja w sprawie rozmieszczenia na wschodniej flance elementów rozpoznania i wywiadu oraz finansowania logistyki.