Hunt, który jest uważany za najbardziej prawdopodobnego następcę Davida Camerona po jego zapowiedzianym w piątek wycofaniu się z przywództwa partii, przedstawił swe stanowisko w obszernym artykule opublikowanym w poniedziałek wieczorem na portalu dziennika "The Telegraph".

Szanse Hunta na objęcie funkcji przywódcy torysów wzrosły w poniedziałek wieczorem, gdy George Osborne – kanclerz skarbu w gabinecie Camerona i zarazem pierwszy sekretarz stanu (co wobec braku w tym gabinecie wicepremiera, czyni z niego drugą pod względem rangi osobę w rządzie) zapowiedział, że nie zamierza ubiegać się o stanowisko szefa konserwatystów. Informację tę podał dziennik "The Times".

Komitet rządzącej Partii Konserwatywnej odpowiedzialny za wyłonienie nowego szefa ugrupowania oraz rządu ogłosił w poniedziałek, że proces wyboru nowego premiera W. Brytanii zacznie się w przyszłym tygodniu i powinien zakończyć się najpóźniej do 2 września.

Podobnie jak większość polityków z partii konserwatywnej – w tym jej lider David Cameron – obecny minister zdrowia uważa, że w żadnym wypadku nie należy dopuścić do uruchomienia procedury wynikającej z artykułu 50. Traktatu o Unii Europejskiej (TEU). Jego zdaniem brytyjskie koła rządowe muszą unikać jakichkolwiek odwołań do art. 50 w wystąpieniach publicznych. Przewiduje on bowiem dwuletni okres wychodzenia z UE, po którym "nie będzie już możliwości pójścia na jakikolwiek układ" z Brukselą.

Zanim zegar zacznie tykać, musimy pokazać naszym partnerom po drugiej stronie Kanału – pozostawiając przy tym raz jeszcze ostateczną decyzję w rękach brytyjskiego wyborcy – że jeśli chcą się z nami rozstać szybko i przyjaźnie, jak sami mówią, to w ich najlepiej pojętym interesie będzie wypracowanie nowej formuły brytyjskiego uczestnictwa.

Hunt określił ją mianem "Norwegia + opcja brytyjska", czyniąc aluzję do faktu, że chodzi o coś więcej niż przesunięcie Zjednoczonego Królestwa z UE do Europejskiej Przestrzeni Gospodarczej (EEA).

Dla Brytyjczyków, którzy są narodem o największych tradycjach wolnego handlu, uczestnictwo w rynku wewnętrznym UE jest czymś, z czego pod żadnym pozorem nie chcieliby zrezygnować – przekonuje Hunt. Ale problemem są cztery wolności i kwestia nadmiernego napływu imigrantów.

Brytyjczycy byliby skłonni uczestniczyć we wspólnym rynku, ale pod warunkiem, że sami będą decydować kogo dopuścić do rynku pracy i jakie przyznawać świadczenia.

Zdaniem polityka, "przejawy antypolskiej ksenofobii, z jakimi zetknęliśmy się w miniony weekend, są odrażające". Wszyscy, którzy znajdowali się na terytorium Zjednoczonego Królestwa do dnia referendum – napisał w artykule – powinni otrzymać automatycznie prawo stałego pobytu. 110 tys. obywateli Unii Europejskiej obsługujących nasze szpitale i sprzątających nasze domy, zasługuje przecież na taki gest – zaznaczył.

Dodał przy tym, że właśnie znużenie problemem nadmiernej migracji skłoniło Brytyjczyków do zakwestionowania członkostwa w UE. Politycy bez końca mówili o migrantach, ale nikt nie wziął się za ten problem, który od lat nurtuje i frustruje naszych obywateli – podkreślił.

W jaki sposób wytłumaczyć Duńczykom lub Holendrom, że Syryjczyk, który przybył do ich kraju z dokumentami uprawniającymi do pozostania w UE, uzyskał ten przywilej na podstawie decyzji podjętej nie przez te kraje, a przez Niemcy? – zapytał retorycznie.

Hunt nie wyjaśnił, jak wyobrażałby sobie dalsze funkcjonowanie Unii Europejskiej, w której jeden kraj miałby zyskać prawo do nieprzestrzegania przepisów dot. swobodnego przepływu osób, wynikających z tzw. czterech wolności, które obowiązują od 1958 r.

50-letni Hunt wchodzi w skład gabinetu Davida Camerona od maja 2010 r. Początkowo był ministrem odpowiedzialnym za kwestie kultury, mediów, sportu oraz igrzysk olimpijskich, a od 4 września 2012 r. objął resort zdrowia. jako minister zdrowia.