Jednak według eksperta atak w Nicei tylko nieznacznie różni się od dotychczasowych zamachów. Wszystkie łączy cel. Metoda działania zmienia się bardzo często. Jednym słowem: im bardziej szczelny jest system bezpieczeństwa, tym bardziej te metody są niedogmatyczne, jeżeli chodzi o narzędzia, do których się przyzwyczailiśmy - podkreślił.

W nocnym ataku w Nicei, gdzie podczas obchodów Dnia Bastylii ciężarówka wjechała w tłum ludzi, zginęły co najmniej 84 osoby. Jest również wielu rannych. Jeżeli bardzo trudno o materiał wybuchowy, o urządzenie wybuchowe, jeżeli bardzo trudno o działanie osoby z bronią, bo ta np. jest szybko zatrzymywana przez służby, które - pomimo zmęczenia stanem wyjątkowym - cały czas reagują, to terroryści sięgają po takie narzędzia, jak ciężarówka, czy buldożer - zauważył Cieślak.

Jak przypomniał ataki przy pomocy samochodu czy buldożera odnotowano już wcześniej m.in. w Izraelu. Wskazał też na inne podobieństwa między zamachem w Nicei a akcjami terrorystów na terytorium izraelskim, gdzie zamachowcy też dostosowywali się do obowiązującego systemu bezpieczeństwa. Wymienił m.in. ataki nożowników, w których wykorzystane narzędzie utrudniało służbom wykrycie i zatrzymania sprawcy, a jednocześnie przerażało poprzez ilość zdarzeń, czy też - jak we Francji - liczby ofiar.

Francuska policja poinformowała, że zamachowcem w Nicei był 31-letni mężczyzna urodzony w Tunezji. Mężczyzna był znany służbom bezpieczeństwa w związku z pospolitymi przestępstwami, takimi jak kradzieże i stosowanie przemocy. Jednak nie było go wśród osób, którymi interesował się francuski wywiad.

Zdaniem Cieślaka w tej chwili wszystko wskazuje, że napastnik działał samodzielnie i był tzw. soloterrorystą. Jak tłumaczy, soloterroryzm ewoluuje i jest zależny od obecności w internecie oraz sieciach społecznościowych. Tam radykalizacja, rekrutacja, motywowanie kolejnych sprawców jest niezwykle szerokie - wyjaśnił. Z takim "soloterroryzmem" z dużym prawdopodobieństwem mamy do czynienia. Pytanie brzmi tylko, czy ta osoba była motywowana wyłącznie przez przekazywaną jej treść, czy też przez kontakt osobisty z jakimś członkiem organizacji - zaznaczył Cieślak w rozmowie z PAP.

Zdaniem eksperta bardzo trudno jest reagować na akcje soloterrorysty. W tej chwili mamy do czynienia z sytuacją, w której bardzo często przestępstwa terrorystyczne popełniają osoby, które wcześniej albo nie były notowane, albo były notowane z pobudek kryminalnych, albo w ogóle nigdy nie popełniły przestępstwa, czy wykroczenia. Pierwsze działanie, które podejmują, to jest zamach dokonywany w miejscu im dostępnym. W takiej sytuacji będzie bardzo trudno znaleźć jakikolwiek efektywny sposób przeciwdziałania, na który byłaby zgoda obywateli Starego Kontynentu - uważa Cieślak.

Jak tłumaczył technicznie niezwykle trudna jest obserwacja bardzo wielu obywateli o radykalnych poglądach, którzy spotykają się w ośrodkach rekrutacyjnych, w meczetach, czy na stronach internetowych i mediach społecznościowych, gdzie te poglądy formułują. Musielibyśmy dysponować państwem, w którym służb mundurowych jest więcej niż obywateli. A i to nie zagwarantowałoby nam 100-proc. bezpieczeństwa - podkreślił.

Oczywiście wielu polityków pokusi się dziś o dość tanie opinie pod hasłem +mój poprzednik albo następca zaniedbał+. Ale bardzo trudno ubrać w rozwiązania systemowe sposób myślenia, w którym my nie dopuścimy terrorystów do wykorzystania kolejnych narzędzi. Bo dzisiaj to jest samochód, ciężarówka, a jutro może będzie to samochód osobowy, czy narzędzie codziennego domowego użytku. Sama formuła nakazów i zakazów, czy pilnowania tego typu narzędzi jest absurdalna. Ona się nie uda - dodał ekspert.

Według niego takie działanie może się powieść tylko przy ochronie imprezy masowej lub wydarzenia o strategicznym formacie. Natomiast nie będzie mieć zastosowania w dużych miastach - zaznaczył ekspert Centrum Badań nad Terroryzmem.