Na wspólnym wystąpieniu w Nowym Jorku, które zapowiadano jako konferencję prasową, ale nie dano mediom okazji do zadania pytań, obaj politycy podkreślali co ich łączy, chociaż komentatorzy zauważają, że dawno już o najwyższe stanowiska w państwie nie ubiegali się wspólnie tak różniący się od siebie kandydaci.

Przedstawiając Pence'a, Trump mówił o nim jako "solidnym, uczciwym człowieku honoru" i podkreślił, że ma "wysokie kwalifikacje" jako szef administracji stanowej i kongresmen. Zanim został gubernatorem, Pence zasiadał przez 10 lat w Izbie Reprezentantów. Zdaniem komentatorów telewizji CNN, wyraźnie powściągliwe pochwały Trumpa pod adresem Pence'a dalekie były od entuzjazmu, z jakim poprzedni pretendenci do Białego Domu komplementowali zwykle swoich kandydatów na wiceprezydenta.

Jak podał w sobotę "Washington Post", Trump dopiero w ostatniej chwili, po długich wahaniach, zdecydował się na Pence'a. Jego faworytami byli początkowo: były przewodniczący Izby Reprezentantów Newt Gingrich i były rywal nowojorskiego miliardera z prawyborów, gubernator New Jersey Chris Christie. Podobno ostatnio skłaniał się ku Christie, ale rodzina Trumpa, z którą miliarder bardzo się liczy, wolała Pence'a.

Kim jest Mike Pence?

- Kim jestem? Chrześcijaninem, konserwatystą, republikaninem – w takiej kolejności. I takim po prostu chłopcem z małego miasteczka w Indianie - powiedział o sobie stojąc obok Trumpa.

Mike Pence należy do skrajnie konserwatywnego skrzydła w GOP. Popierał zakaz aborcji, ograniczenie praw gejów, wprowadzenie angielskiego jako jedynego urzędowego języka w USA i zwiększenie roli religii w życiu publicznym. W sprawach ekonomicznych jest standardowym konserwatystą fiskalnym.

Trump chwalił go, że w Indianie obniżył podatki, zrównoważył budżet i obniżył bezrobocie. Zapowiedział też, że dzięki jego pomocy doprowadzi do uchylenia przez Kongres tzw. poprawki Johnsona z 1954 roku, czyli sponsorowanej przez ówczesnego senatora Lyndona B. Johnsona (prezydenta USA w latach 1963-1969) ustawy, która zakazuje organizacjom religijnym korzystającym ze zwolnienia od podatków popierania kandydatów w wyborach.

Łagodzenie wizerunku

W Waszyngtonie panuje przekonanie, że wybór Pence'a jako kandydata na wiceprezydenta ma na celu zwiększenie wiarygodności Trumpa wśród republikańskich konserwatystów. Nie ufają oni nowojorskiemu miliarderowi z powodu jego dwóch rozwodów, zakładania kasyn i liberalnych poglądów, które wyrażał w przeszłości w sprawie aborcji i w innych kwestiach.

Pence ma także "ucywilizować" wizerunek Trumpa, znanego z megalomanii, obrażania ludzi, brutalnego języka i skrajnych poglądów takich jak popieranie tortur, czy wprowadzenie zakazu wjazdu muzułmanów do USA. Pod tym względem gubernator stanowi jego przeciwieństwo – jest kulturalny, powściągliwy w wypowiedziach i stara się być demonstracyjnie skromny.

Wybranie Pence'a, oprócz wspomnianych korzyści, może jednak – zdaniem komentatorów – utrudnić Trumpowi przekonanie do siebie w wyborach umiarkowanych wyborców. Sztab kampanii demokratycznej kandydatki Hillary Clinton ogłosił już, że miliarder wybrał kandydata ze "skrajnej prawicy".

Przypomina się też, że Pence w pełni popierał zawsze układy o wolnym handlu, które Trump na każdym kroku atakuje. Wyrażał też poparcie dla inwazji na Irak w 2003 roku, którą Trump krytykuje jako ogromny błąd. Gubernator Indiany w prawyborach popierał rywala Trumpa, prawicowego senatora Teda Cruza.

Wspólny wróg

W swoim wystąpieniu Pence nie szczędził komplementów Trumpowi. Nazwał go „wspaniałym amerykańskim patriotą”, który został biznesmenem, by zrobić coś dobrego dla kraju. - Dziękuję Donaldowi za jego poświęcenia, aby uczynić Amerykę znowu wielką - powiedział nawiązując do głównego hasła wyborczego Trumpa.

Dodał, że "od czasów prezydenta (Ronalda) Reagana nie było w USA przywódcy, który tak dobrze rozumie naród amerykański". - Amerykanie mają dość mówienia im przez polityków, że to oni wiedzą lepiej - powiedział.

Obaj z Trumpem ostro atakowali Hillary Clinton. - Ona jest całkowicie zaprzedana Wall Street i lobbystom - powiedział Trump i przypomniał skandal z używaniem przez Clinton do celów służbowych prywatnego serwera mailowego, kiedy była sekretarzem stanu USA. - Jak mogło jej to ujść na sucho? Myślę, że wiem dlaczego - dodał enigmatycznie. - Ale zapłaci za to w listopadowych wyborach.

Pence atakował również prezydenta Baracka Obamę za jego politykę na Bliskim Wschodzie – nie spełnienie groźby interwencji w Syrii po użyciu broni chemicznej przez reżim prezydenta Baszara el-Asada oraz "przewodzenie z tylnego siedzenia" w czasie akcji zbrojnej NATO w Libii.

Nawiązując do ostatnich dramatycznych wydarzeń na świecie – ataku terrorystycznego w Nicei i próby zamachu stanu w Turcji – Trump powiedział, że Ameryka "potrzebuje siły, potrzebuje prawa i porządku".

- I kiedy ja zostanę prezydentem, to się stanie - oświadczył dodając, że Clinton byłaby "słabym" prezydentem. - Donald Trump będzie przewodził z pozycji siły i zniszczy nieprzyjaciół naszej wolności - powiedział Pence.

Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski