Zarówno retorsje Ankary wobec domniemanych sprawców nieudanego zamachu stanu i sędziów czy funkcjonariuszy zapewne z nim niezwiązanych, jak i pewne deklaracje rządu Erdogana już doprowadziły do nowych napięć między Turcją a Waszyngtonem i UE – piszą amerykańskie i europejskie media.

Minister pracy Suleyman Soylu powiedział, że USA stoją za tą próbą zamachu  – pisze "Foreign Policy". Premier Turcji Binali Yildirim posunął się do zasugerowania, że USA zaangażują się w poważną wojnę z jego krajem, jeśli odmówią wydania tureckiego kaznodziei Fethullaha Gulena, którego Ankara oskarża o to, że był mózgiem zamachu – czytamy w Politico.

"Wall Street Journal" ocenia, że skoro Erdogan zażądał od Waszyngtonu ekstradycji Gulena, a kilka dni wcześniej Turcja odcięła dopływ prądu do amerykańskiej bazy Incirlik położonej na jej terytorium, to następnym jej krokiem będzie próba zaszantażowania USA groźbą wyrzucenia amerykańskich wojskowych z tej bazy.

Lotnictwo USA wykorzystuje ją do operacji przeciw Państwu Islamskiemu; tureckie władze zamknęły Incirlik podczas tłumienia zamachu, argumentując, że puczyści mieli w bazie swoich ludzi i wykorzystali stacjonujące tam samoloty tankujące. Teraz Erdogan może posłużyć się Incirlikiem jako kartą przetargową po to, by uzyskać ekstradycję Gulena, którego turecki prezydent uznaje za swego arcywroga, jak i po to, by wymusić cichą zgodę USA na kontrowersyjne posunięcia Ankary zmierzające do umocnienia władzy Erdogana – pisze zarówno "WSJ", jak i "New York Times".

Oba dzienniki uznają też za znamienne, że listy osób, w tym sędziów, które zostały zatrzymane, zwolnione z pracy lub zawieszone w obowiązkach były gotowe przed nieudanym zamachem stanu.

- Jeszcze zanim padły ostatnie strzały w sobotę rano, było jasne że Erdogan nie pozwoli, aby próba zamachu się zmarnowała i wykorzysta ją do realizacji swych zamiarów, czyli osłabienia tureckiej demokracji – pisze Politico.

Ten nieudany i wyjątkowo amatorski pucz jest tak dalece na rękę prezydentowi, że trudno się dziwić, iż pojawiły się spekulacje, że jeśli nawet tureckie władze nie zainicjowały w jakiś sposób tej rebelii grupy wojskowych, to przynajmniej w dużej mierze zdawały sobie sprawę, że szykuje się taki bunt i umiały dobrze posterować rozwojem wydarzeń – piszą media. Taką opinię wyraża też ekspert ds. bliskowschodnich, turecki dziennikarz i profesor Instytutu Tureckiego Uniwersytetu w Sztokholmie Cengiz Candar.

Pisze on na stronach amerykańskiego portalu "Al-Monitor", że jako doświadczony obserwator zamachów stanu w Turcji musi przyznać, że jest zaskoczony nieudolnością tej próby puczu. Zastanawiające jest też tempo, w jakim władze rozpoczęły retorsje wymierzone w tych, którzy go zorganizowali, jak i tych, którzy nie mogli mieć z tym nic wspólnego.

- Stworzyło to wrażenie, że Erdogan i rząd byli przygotowani do zamachu i mieli na ten temat rozliczne dane wywiadowcze – konstatuje Candar. - Pojawiają się sugestie, że próba puczu była mistyfikacją – dodaje, zastrzegając, że póki cała ta dziwna sekwencja wydarzeń nie zostanie wyjaśniona, formułowanie teorii spiskowych nie powinno nikogo dziwić.

Próba puczu dała Erdoganowi okazję do rozprawienia się ze swymi przeciwnikami; wielu ekspertów obawia się, że Turcja weszła na drogę budowania dyktatury w pełnym tego słowa znaczeniu – pisze Politico.

- Niektórzy zachodni politycy i eksperci przewidują, że zamach stanie się dla Erdogana "pożarem Reichstagu" (…), który posłuży mu jako pretekst do ograniczenia swobód obywatelskich – kontynuuje Politico, odnosząc się do podpalenia niemieckiego parlamentu w 1933 roku, które Hitler umiejętnie wykorzystał.

Agresywne retorsje po próbie zamachu z pewnością doprowadzą do erozji demokracji w Turcji (…). A niestabilny Bliski Wschód nie może sobie pozwolić na to, by rozpadały się tam struktury kolejnego państwa, które jest jednocześnie istotnym przyczółkiem NATO i ma największą armię w tym regionie – pisze "New York Times". Podobne ostrzeżenia zawarł w artykule redakcyjnym Bloomberg.

Agencja dodaje też, że Waszyngton powinien zignorować groźby Turcji, sugerujące, iż zerwie ona sojusz z USA, jeśli nie zgodzą się na ekstradycję kaznodziei Gulena. Prezydent Obama musi dać Ankarze do zrozumienia (…), że czystki wśród przeciwników Erdogana będą znacznie większym zagrożeniem dla związków Turcji z USA.

Ekspertka Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (IFRI) ds. Turcji Dorothee Schimd również ostrzega, że postępowanie Ankary doprowadzi do dużych napięć między Turcją, a UE i USA. Zwraca przy tym uwagę na dziwne posunięcia tureckich władz w polityce zagranicznej. Przed zamachem MSZ ogłosił, że przygotowuje się do udostępnienia Rosjanom bazy, którą wykorzystuje NATO, by następnego dnia zdementować tę informację. Tureckie media poinformowały zaś po zamachu, że w sierpniu Erdogan spotka się z prezydentem Władimirem Putinem.

Według tygodnika "Le Point" i francuskiego wydania "Huffington Post" postępowanie Ankary to jeszcze większy kłopot dla UE niż dla Ameryki.

Pod znakiem zapytania staje teraz wdrożenie porozumienia UE z Ankarą ws. blokowania przez Turcję napływu imigrantów do Europy – pisze "HP". Wobec postępowania władz tureckich po zamachu Bruksela nie będzie mogła zaoferować Turcji takich zachęt, jak zniesienie wiz czy akcesja do Unii. Ankara zaś będzie się starała wymusić ustępstwa, grożąc, że wpuści do UE kolejną falę imigrantów – ocenia "HP".

Na dłuższą metę – prognozuje Dorothee SchmidTurcja, ważne państwo na Bliskim Wschodzie i flance NATO, będzie coraz trudniejsza do kontrolowania (…) i coraz bardziej zdezorganizowana. -Jedno jest pewne: trudne relacje Ankary z Zachodem właśnie stały się znacznie bardziej skomplikowane – konkluduje Politico.