"WP" podkreśla, że zgadzają się z tym niektórzy eksperci w dziedzinie cyberbezpieczeństwa, choć inni pozostają sceptyczni. Gazeta pisze, że gdyby ten zarzut okazał się prawdziwy, byłby to pierwszy przypadek podjęcia przez Rosjan próby wpłynięcia w taki sposób na wybory w innym kraju.

Mook powiedział w niedzielę telewizji ABC News, że niektórzy eksperci mówią Demokratom, iż zrobili to Rosjanie w celu wsparcia Trumpa. "WP" odnotowuje, że maile, które w piątek opublikował demaskatorski portal WikiLeaks pokazują, iż działacze formalnie bezstronnej DNC w rzeczywistości pomagali Clinton w prawyborach, w których rywalizowała ona z senatorem Bernie Sandersem.

W jednym z maili szefowa DNC Debbie Wasserman nazwała kogoś z otoczenia Sandersa "przeklętym kłamcą", w innych przedstawiciele Komitetu szydzą z Sandersa i jego zwolenników. Sprawa ta wywołała oburzenie w obozie Sandersa, który po raz kolejny oskarżył DNC o niestosowne wspieranie kampanii Clinton w prawyborach. W niedzielę Wasserman zrezygnowała z funkcji przewodniczącej DNC.

W zeszłym miesiącu "WP" pisał, że rosyjscy hakerzy rządowi włamali się do systemu komputerowego DNC, uzyskując m.in. dostęp do zebranych przez tę partię danych na temat Donalda Trumpa. Hakerzy spenetrowali system komputerowy DNC tak dogłębnie, że byli w stanie czytać maile i monitorować czaty.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział wtedy agencji Reutera w Moskwie, że "całkowicie wyklucza", by w ten cyberatak zamieszany był rosyjski rząd.

Zajmująca się bezpieczeństwem komputerowym firma CrowdStrike, do której DNC zwrócił się w związku z podejrzeniem włamania do systemu, poinformowała, że szybko natrafiła na ślady dwóch grup hakerskich powiązanych z rosyjskim rządem. Jedna z tych grup, znana jako Cozy Bear, zinfiltrowała kiedyś niezawierające tajnych informacji systemy Białego Domu, Departamentu Stanu USA i Kolegium Połączonych Szefów Sztabów. Druga, Fancy Bear, od kilkunastu lat atakuje systemy komputerowe sektora prywatnego i publicznego na całym świecie.

Według „WP” skala penetracji systemu komputerowego DNS świadczy o umiejętnościach i determinacji „głównego cyberprzeciwnika Stanów Zjednoczonych".

"WP" odnotowuje, że w niedzielę Mook wyraził opinię, iż Trump zajął w swej kampanii, jak się wydaje, stanowisko korzystne dla rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. Mook wskazał na niedawny wywiad Trumpa dla "New York Timesa", w którym kandydat Republikanów powiedział, że jako prezydent nie zagwarantuje obrony sojusznikom USA w NATO w przypadku rosyjskiej inwazji, jeśli nie wypełnili oni swoich zobowiązań wobec Ameryki.

Zapytany o zagrożenie dla trzech krajów bałtyckich ze strony Rosji, Trump powiedział, że jeśli Rosja je zaatakuje, on zadecyduje, czy przyjść im na pomoc dopiero po rozpatrzeniu, czy kraje te "wypełniają zobowiązania wobec nas". "Jeśli wypełniają te zobowiązania, to odpowiedź brzmi: tak" - miał oświadczyć kandydat Republikanów.

-Myślę, że jeśli się to wszystko zbierze, powstaje niepokojący obraz i wyborcy powinni się nad tym zastanowić - powiedział Mook. "WP" odnotowuje, że szef kampanii Trumpa Paul Manafort, zdecydowanie odrzucił oskarżenia Mooka.

"Washington Post" pisze, że zdaniem ekspertów w dziedzinie cyberbezpieczeństwa maile wykradzione z systemu komputerowego DNC zostały udostępnione portalowi WikiLeaks przez rosyjski wywiad. Według "WP" może to mieć "niepokojące implikacje" dla polityki zagranicznej USA i dla bezpieczeństwa narodowego. Gazeta wskazuje, powołując się na analityków, że dotychczas Rosjanie nie próbowali ingerować w wybory w USA.

"WP" przytacza m.in. opinię Fiony Hill, byłej ekspertki ds. Rosji w Krajowej Radzie Wywiadu. Hill powiedziała, że przekazanie maili DNC portalowi WikiLeaks jest "zgodne z jej poglądem na modus operandi Putina i rosyjskiego wywiadu".

Eugene Rumer, były analityk Krajowej Rady Wywiadu, nie wyklucza, że Rosjanie chcą wpłynąć na wynik wyborów prezydenckich w USA, stawiając w trudnej sytuacji Clinton. Jednak, zdaniem analityka, gdyby tak było, świadczyłoby to o niezrozumieniu amerykańskiej polityki wewnętrznej.

Rumer dopuszcza też inną ewentualność - odwet za Panama Papers, w których były materiały kłopotliwe dla Putina, a o ujawnienie których Rosjanie podejrzewają Stany Zjednoczone. Rosja jest też wzburzona skandalem dopingowym w sporcie, o którego wywołanie podejrzewa zachodnie agencje wywiadowcze.

W zakończeniu artykułu "Washington Post" przypomina o swych wcześniejszych publikacjach, iż Trump od dawna robi interesy w Rosji oraz informuje, że "Manafort ma wielomiliardowe powiązania z oligarchami z dawnego Związku Radzieckiego".