Dziś sąd w Kirchheim unter Teck ma rozstrzygnąć o losach kilkutygodniowej Leny, którą urzędnicy odebrali matce jeszcze w szpitalu. Rodzina  tłumaczy, że nie rozumie, dlaczego bez wyroku Jugendamt tak postąpił. Jak twierdzą dziennikarze Polsat News, którzy dotarli do sądowych dokumentów, sprawa zaczęła się, gdy ewangelicka organizacja dobroczynna ProjuFa poinformowała o kłopotach Polki Jugendamt. Kobieta miała bowiem niespłacone raty kredytów, nieopłacone rachunki - groziło jej choćby odłączenie prądu.

Ciężarna Polka nie chodziła też na wizyty kontrolne pomimo cukrzycy ciążowej, czasem nawet nie jadła przez cały dzień. Do tego "nie miała kontaktów towarzyskich, które mogłyby jej pomóc po urodzeniu dziecka". Jugendamt twierdzi też, że kobieta, której odebrano dziecko jeszcze w szpitalu, nie szukała porozumienia z władzami, tylko od razu rozpętała medialną burzę. Sprawą zainteresował się bowiem polski rząd, jak też Rzecznik Praw Dziecka czy Rzecznik Praw Obywatelskich.