Od rana dziesiątki ciężarówek posuwając się w ślimaczym tempie blokowały autostradę prowadzącą do Calais, ważnego portu nad kanałem La Manche, w departamencie Pas-de-Calais. Następnie dołączyły do nich traktory okolicznych rolników. Jednocześnie w pobliżu stadionu i portu około 500 osób utworzyło łańcuch ludzki. Ubrani w żółte kamizelki demonstranci weszli również na autostradę. Byli wśród nich radni oraz mer Calais, Natacha Bouchart.

Manifestanci zapowiadali, że blokada będzie trwać, dopóki rząd nie przedstawi konkretnego planu likwidacji "Dżungli", jak nazywa się miejscowe obozowisko nielegalnych emigrantów. Do demonstracji wezwały stowarzyszenia kupców, przedsiębiorców i transportowców regionu, rolnicy, związek zawodowy CGT oraz jeden związek policyjny (SCP).

Kierowcy i właściciele ciężarówek skarżą się, że emigranci stawiają na drodze przeszkody, by zatrzymać ich pojazdy, następnie forsują je, np. wdrapując się na dach. W dzienniku publicznej telewizji rolnicy pokazywali szkody wywoływane przez migrantów. - Łamią, niszczą i wynoszą wszystko, co może posłużyć do zagrodzenia drogi mówił jeden z nich.

Spowodowane przez "Dżunglę", czy też "największy slums Francji", dochody placówek handlowych w Calais i okolicy spadły o 25-30 proc., a restauracji o ponad 40 proc. Według tamtejszych handlowców do Calais przestali przyjeżdżać Anglicy, którzy przedtem masowo zaopatrywali się tu w artykuły spożywcze i alkohole.

Na 7 do 10 tys. szacuje się liczbę cudzoziemców z Azji i Afryki, przebywających w „dżungli”. Niemal wszyscy pragną osiedlić się w Wielkiej Brytanii. W marcu zlikwidowano południową część obozowiska, ale jej część północna przyjęła nowych imigrantów i jest ich obecnie więcej niż przed marcową eksmisją.

- Na podstawie traktatu z Le Touquet, zawartego między Paryżem a Londynem w r. 2003, granica francusko-brytyjska w rzeczywistości przesunęła się do Calais i w praktyce to Francja jest wykonawcą brytyjskiej polityki imigracyjnej – pisał komentator paryskiego dziennika "La Croix".

W niedzielę w dzienniku telewizyjnym Xavier Bertrand, prezydent regionu Haut de France, w którym leży Calais, żądał wypowiedzenia tej umowy.

Brytyjczycy twierdzą natomiast, że przeniesienie "Dżungli" do Dover nie zmieni sytuacji w Calais, gdyż amatorzy zamieszkania w Anglii przybywać tam będą jeszcze liczniej, wierząc, że łatwo przeprawią się na drugi brzeg la Manche.

W piątek Calais odwiedził francuski minister spraw wewnętrznych. Bernard Cazeneuve obiecał "jak najszybsze, definitywne zamknięcie Dżungli", ale nie podał żadnych terminów. - Jeżeli to mają być jeszcze trzy miesiące napadów słownych i fizycznych na transportowców i innych obywateli, trzy miesiące niszczenia tkanki gospodarczej miasta, to jest to nie do wytrzymania i nie do przyjęcia – powiedział przewodniczący lokalnego oddziału krajowej federacji transportu drogowego David Sagnard.