"Raport z Utrechtu demaskuje po raz kolejny Putina, ale także Zachód, który z anielską cierpliwością wysłuchuje moskiewskich bajek i kłamstw, ponieważ nadal nie chce rozmawiać z rosyjskim prezydentem w jedynym języku, jaki rzeczywiście robi na nim wrażenie" - pisze w czwartek Berthold Kohler na łamach "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Autor komentarza zwraca uwagę na ostrożną reakcję niemieckiego MSZ na raport i cytuje słowa "zbliżyliśmy się do osób ponoszących odpowiedzialność". To dowód na to, że Putin nie musi się martwić - ocenia Kohler. "Główny odpowiedzialny za wojnę we wschodniej Ukrainie i tysiące poległych żołnierzy i cywilów jest od dawna znany. Jednak bez przerwy słyszymy, że nie można zrezygnować ze współpracy z nim" - krytykuje komentator "FAZ".

Zdaniem "Sueddeutsche Zeitung" dowody są "przygniatające". "Jeżeli pewnego dnia dojdzie do procesu karnego, trzeba będzie wykryć całą strukturę wydawania rozkazu począwszy od żołnierzy, którzy namierzyli cywilny samolot i pociągnęli za spust, aż do dowódcy, który wydał rozkaz wysłania nowoczesnego systemu rakietowego na Ukrainę" - pisze Julian Hans. Jego zdaniem szanse na ukaranie sprawców są niewielkie, ponieważ chronieni są przez władze Rosji. "Krewni ofiar będą pomimo tego domagać się wyroku. Prawda wymaga czasu, a sprawiedliwość potrzebuje tego czasu jeszcze więcej".

"Die Welt" pisze o "cynicznej grze" Kremla, identycznej jak w przypadku Syrii. "Winni są zawsze ci inni. Witamy w świecie Putina, w którym nie liczą się fakty" - zauważa komentator.

"Rzeczywistość wygląda inaczej: bez rosyjskiej wojny hybrydowej nie byłoby kryzysu na Ukrainie. Bez wojskowego wsparcia ze strony Rosji rządy Asada w Syrii byłyby już dawno temu przeszłością" - dodaje. "Rosyjska polityka zagraniczna realizuje dwa cele: dąży do rozszerzenia swojej strefy strategicznego wpływu i do destabilizacji Zachodu. "Jak w takiej sytuacji można domagać się zniesienia sankcji i odbudowy zaufania, pozostanie tajemnicą autorów (tych apeli)" - czytamy w "Die Welt".

Ocenę niemieckich kolegów, obarczających Putina za ofiary na Ukrainie, podziela komentator szwajcarskiej gazety "Neue Zuercher Zeitung".

"Wszystkie zasłony dymne i propagandowe kłamstwa nie pomogły Moskwie" - pisze autor komentarza. "Stosując weto w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, Rosja nie dopuściła do powołania sądu opartego na szerokiej podstawie. Jest wątpliwe, czy odpowiedzialni zostaną kiedykolwiek ukarani. Moskwa nie sięgałaby po weto, gdyby nie miała niczego do ukrycia" - czytamy w "NZZ".

"Bez agresywnego reżimu Władimira Putina nie byłoby wojny na Ukrainie. Putin ponosi odpowiedzialność nie tylko za (śmierć) 298 pasażerów, lecz także za około 10 tys. zabitych w konflikcie na Ukrainie" - konkluduje "NZZ".

Międzynarodowa grupa śledczych ogłosiła w środę, że rakieta Buk, którą zestrzelono samolot linii Malaysia Airlines (lot MH17, Amsterdam-Kuala Lumpur), pochodziła z Rosji. System rakietowy Buk, z którego wystrzelono tylko jeden pocisk i zestrzelono samolot, powrócił do Rosji – oświadczyli prokuratorzy z Holandii, Australii, Belgii, Malezji i Ukrainy. W śledztwie wskazano 100 osób mogących mieć związek z tragedią samolotu Boeing 777, jednak ich nazwisk nie ujawniono.

Według śledczych pocisk rakietowy został odpalony z Pierwomajska, z terytorium kontrolowanego przez prorosyjskich separatystów. Nie jest jasne, czy żołnierze odpalili rakietę na rozkaz, czy działali samodzielnie. Śledczy oświadczyli ponadto, że nie będą komentować kwestii ewentualnego zaangażowania Rosji w tę sprawę.