Na szpital M10 położony na wschodzie Aleppo zrzucono ze śmigłowców tzw. bomby beczkowe - poinformowała organizacja Syrian American Medical Society (SAMS) z siedzibą w USA, która wspiera placówkę. - Były też doniesienia o bombie kasetowej - powiedział rzecznik SAMS Adham Sahlul.

Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka potwierdziło bombardowanie tego głównego szpitala w zbuntowanej części Aleppo. Według Obserwatorium zginęła jedna osoba; nie wiadomo, czy był to pacjent czy pracownik.

Szpital M10 był już celem ataków z powietrza w środę, podobnie jak inna placówka medyczna w Aleppo.

Według organizacji Lekarze bez Granic (MsF) w środowych atakach zginęło co najmniej dwóch pacjentów. Zaatakowane placówki musiały wstrzymać działalność i obecnie we wschodnich dzielnicach Aleppo, które są kontrolowane przez rebeliantów, działa tylko sześć szpitali - podaje SAMS. Według rzecznika tej organizacji podczas sobotniego bombardowania w szpitalu M10 przebywali nieliczni pacjenci i personel medyczny.

Atak na szpital potępił w sobotę szef francuskiego MSZ Jean-Marc Ayrault, podkreślając, że jest on zbrodnią wojenną. - Sprawcy zostaną pociągnięci do odpowiedzialności - powiedział.

Obecnie syryjskie wojska prezydenta Baszara el-Asada prowadzą ofensywę w Aleppo, by odzyskać kontrolę nad całym miastem, które od 2012 roku jest podzielone na dwie części. Według Obserwatorium od 22 września, czyli od początku tej operacji, w bombardowaniach prowadzonych przez rosyjskie i syryjskie lotnictwo i w atakach artyleryjskich zginęło co najmniej 220 osób.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Syria jest najbardziej niebezpieczniejszym krajem dla personelu lekarskiego na świecie. W 2015 roku doszło tam do 135 ataków na placówki medyczne.