Syryjczyk odebrał sobie życie w środę wieczorem. Telewizja ARD podała, że zatrzymany prowadził strajk głodowy.

W mieszkaniu uchodźcy z Syrii w Chemnitz policja znalazła 1,5 kilograma wybuchowej substancji, zapalniki i metalowe części stosowane do konstrukcji bomb. Zdaniem służb bezpieczeństwa al-Bakr działał w porozumieniu z Państwem Islamskim (IS) i planował wkrótce atak na jedno z berlińskich lotnisk.

Mężczyzna wymknął się w sobotę z obławy policyjnej w Chemnitz, w Saksonii, na wschodzie Niemiec. Przedostał się do oddalonego o niespełna 100 km Lipska, gdzie dzięki pomocy trzech innych Syryjczyków został zatrzymany przez policję.

Tabloid "Bild" napisał, że podczas pierwszego przesłuchania al-Bakr obciążył rodaków, którzy go związali i przekazali policji. Miał powiedzieć, że wiedzieli oni o jego planach.

Niemieccy politycy zareagowali ze zdumieniem i oburzeniem na samobójstwo podejrzanego. - Jak mogło do tego dojść - napisał polityk Zielonych Volker Beck na Twitterze. - Co się dzieje w Saksonii? Wariactwo - powiedział, cytowany przez agencję dpa, deputowany SPD Johannes Kahrs.

Według "Bilda" cela al-Bakra kontrolowana była przez pracowników więzienia co godzinę.

Al-Bakr przyjechał do Niemiec w lutym 2015 roku. W czerwcu jego wniosek o azyl został pozytywnie rozpatrzony. Był sprawdzany przez służby, jednak kontrola nie wykazała wówczas związków z islamistami. Zdaniem Saksońskiego Urzędu Kryminalnego (LKA) nie przyjechał do Niemiec z zadaniem przeprowadzenia zamachu, lecz raczej zradykalizował się podczas pobytu w Niemczech.