Cztery batalionowe grupy bojowe pod przywództwem USA (w Polsce), Niemiec (na Litwie), Wielkiej Brytanii (w Estonii) i Kanady (na Łotwie) zostaną rozmieszczone w pierwszych miesiącach nadchodzącego roku. Wiadomo, że Amerykanie w Polsce mają trenować m.in. w Orzyszu. Z kolei Polska prawdopodobnie wyśle żołnierzy na Łotwę, czyli do jednego z najbardziej zagrożonych agresją ze strony Rosji.

O ile przesunięcie obecności NATO na Wschód powoli staje się faktem (mowa była także o zwiększeniu gotowości większej liczby żołnierzy), Sojusz ma problem ze strategią w rejonie Morza Czarnego. Jeszcze na początku roku na podobnym spotkaniu mówiono o tym, że trzeba zrobić wszystko by to morze nie stało się "wewnętrznym jeziorem Rosji". Jak dotychczas nie pojawiły się w tej kwestii żadne konkrety. Jak wynika z naszych informacji, na południowo-wschodniej flance ma powstać wielonarodowa brygada, w skład której wejdą Polacy.

W Warszawie, podczas trwającej konferencji Warsaw Security Forum, generał Philips Breedlove (do maja tego roku głównodowodzący wojskami NATO w Europie) tak odpowiadał na pytania odnośnie agresywnej polityki Rosji. - Skupiliśmy się na tym by tłumić rebelie i prowadzić wojnę z partyzantami. Ale trzy lata temu zauważaliśmy, że nie jesteśmy gotowi na wojnę z użyciem wielkiej ilości wojsk konwencjonalnych. Musimy odbudować nasze zdolności w tym zakresie - komentował emerytowany amerykański wojskowy.