Trump i Partia Republikańska, która mimo wielu wewnętrznych tarć stanęła za swoim nominowanym, mają szansę razem rządzić USA przez najbliższą dekadę - przekonuje Henry Olsen.

Partia Republikańska zrozumiała, że koalicja Trumpa (obejmująca niezadowolonych białych robotników bez wyższego wykształcenia, spośród których wielu wcześniej głosowało na Demokratów - przyp. red.) to jedyna koalicja, jaka daje jej większość - powiedział Olsen. Wyjaśnił, że to ludzie, którzy są mniej przywiązani do typowo konserwatywnej doktryny wolnego rynku, ale nie chcą też socjalizmu, jaki oferował senator Bernie Sanders; chcą natomiast, by rząd działał w obronie ich interesów.

Jeśli Trump będzie rządzić rozsądnie i wykorzysta rząd, by pomóc przeciętnym Amerykanom, a nie będzie tak napuszony i konfrontacyjny, jaki był podczas kampanii, to utrzyma wszystkich białych robotników, którzy go poparli, zacznie zyskiwać nowych nie-białych wyborców oraz odzyska białych z wyższym wykształceniem, którzy się od niego (kandydata GOP w tych wyborach) odwrócili. I wygra reelekcje, uzyskując 52 lub 53 proc. poparcia - powiedział Olsen.

Pytany, czy nie obawia się, że rządy Trumpa raczej zwiększą polaryzację amerykańskiego społeczeństwa, ekspert podkreślił, że wszystko w rękach Trumpa. - Jeśli będzie rządzić tak, jak mówił w swej zwycięskiej mowie (był bardzo koncyliacyjny, mówił o ograniczeniu imigracji, ale nie zapowiadał już deportacji 11 mln imigrantów - przyp. red.), to ma potencjał, by odnieść niewiarygodny sukces - powiedział Olsen. Ale Trump - jak przyznał ekspert - będzie podsycał podziały, "jeśli będzie rządził, tak jak Trump z kampanii, który o 3 rano wysyłał tweety atakujące wenezuelską miss piękności".

Jeśli Donald Trump zrozumie, co to znaczy być prezydentem wszystkich Amerykanów, oczywiście niedosłownie, bo zawsze są pewne podziały i ludzie, którzy się nie zgadzają, ale jeśli uda mu się przekonać szerokie centrum społeczeństwa, że jest po ich stronie i pracuje dla nich i naprawdę w to wierzy, to taki Donald Trump może odnieść sukces. Problem w tym, że w kampanii Donald Trump zbyt często pokazywał, że tego nie rozumie - dodał ekspert.

Związany z ośrodkiem Ethics and Public Policy Center w Waszyngtonie Olsen jest znanym analitykiem Partii Republikańskiej i jej wyborców. Jako jeden z nielicznych ekspertów zakładał przed wyborami, że Trump może wygrać. - Wielu ludzi, którzy robią analizy, nie chciało, by Trump wygrał, a to wpłynęło na ich pracę; dostrzegali głównie te fakty, które potwierdzały ich myślenie - powiedział, pytany, dlaczego tak wielu ekspertów się pomyliło.

Zwrócił uwagę, że wielu analityków zignorowało fakt, że poparcie dla kandydatki Demokratów Hillary Clinton od dwóch tygodni nie przebijało się powyżej granicy 45 proc. Nawet po publikacji nagrań z wulgarnymi wypowiedziami Trumpa o kobietach, jemu pogorszyły się sondaże, ale Clinton nie wzrosły. - To było ostrzeżenie, jak silny jest opór przeciw Clinton - powiedział.

Olsen słusznie też założył, że wielu wyborców, spośród tych, którzy deklarowali, że poprą tzw. trzecich kandydatów, czyli Gary'ego Johnsona z Partii Libertariańskiej i Jill Stein z partii Zielonych, mogą zmienić zdanie. - Już w przeszłości kandydaci trzecich partii zazwyczaj osiągali dużo gorszy wynik niż prognozowały sondaże, bo ich zwolennicy w ostatniej chwili decydowali się zagłosować na kandydata z dwóch głównych partii - wyjaśnił. W tych wyborach zyskał na tym Trump.

Zdaniem eksperta decyzja dyrektora FBI, by na 11 dni przed wyborami wznowić dochodzenie w sprawie korzystania przez Clinton z prywatnego serwera pocztowego, nie miała decydującego znaczenia, "ale FBI dała ludziom, którzy już nie lubili Clinton, racjonalny powód, by zagłosować przeciwko niej". Ludzie, którzy czuli się zagubieni lub odeszli od Trumpa po publikacji nagrań z wulgarnymi wypowiedziami o kobietach, przypomnieli sobie dzięki FBI czemu nie lubią Clinton: "że co prawda on jest wstrętny, ale ona jest oszustką".

Ekspert przyznał, że gdyby Demokraci nominowali zamiast Clinton wiceprezydenta USA Joe Bidena, to on byłby dziś prezydentem elektem. - Progresywna lewica byłaby niezadowolona, ale wielu wyborców, którzy w tych wyborach odeszli od Demokratów do Trumpa, na pewno przy Bidenie by zostali i Trump by przegrał - powiedział Olsen.