"Grom z jasnego nieba", "nowe rozdanie kart w polityce francuskiej", "polityczna ewolucja naszych demokracji" – takimi tytułami opatrzyły czwartkowe francuskie gazety artykuły o wyniku wyborów w USA.

Przywódczyni FN komentowała republikański sukces zdaniem: "To, co się stało, to nie koniec świata - to koniec pewnego świata".

"Marine Le Pen nie bez kozery wyraża satysfakcję ze zwycięstwa Trumpa. W oczach jej przeciwników (...) konkretyzuje ono hipotezę (jej) wejścia do Pałacu Elizejskiego" – pisze komentator dziennika "Le Figaro".

Jednocześnie w komentarzu redakcyjnym radio France Info ocenia, że "zatwierdzona wyborami w USA strategia narodu przeciw elitom do złudzenia przypomina argumenty wysuwane przez Marine Le Pen".

Cytowany w "Le Figaro" były premier Dominique de Villepin uznał, że "skoro nastąpił powrót ludu i nic nie powstrzymuje namiętności politycznych, Le Pen może wygrać w 2017 r." wybory prezydenckie. Rozsądek w służbie elit nikogo już nie przekonuje – ocenił.

Dziennik "Liberation" podkreśla to, co uznaje za "wspólne punkty programów Donalda Trumpa i Marine Le Pen": "deportacja niemających pozwolenia na pobyt cudzoziemców, zniesienie (przyznawania obywatelstwa na mocy) prawa ziemi i zaostrzenie warunków przyjmowania migrantów".

"Spotykają się oni również w polityce międzynarodowej, wybaczając wszystko (prezydentowi Rosji Władimirowi) Putinowi" – podkreśla komentator radia Europe1. Z kolei "Liberation" ocenia, że Marine Le Pen, kreując się na najważniejszego we Francji sojusznika nowego amerykańskiego prezydenta, "próbuje budować wiarygodność międzynarodową, której tak bardzo jej brak".

"Choć zwycięstwo Donalda Trumpa było niespodzianką, politycy francuscy potrafili je odczytać jako potwierdzenie swej własnej strategii i własnego programu" przed wyborami prezydenckimi w 2017 r. – zauważa komentator "Liberation".

Startujący w prawyborach prawicy były prezydent Nicolas Sarkozy, który popierał kandydaturę rywalki Trumpa Hillary Clinton, w czwartkowym wywiadzie dla publicznej telewizji FR2 ocenił, że "niezależnie od tego, kto stoi na czele USA, trzeba bronić interesów Francji". Zauważył, że obecność w Białym Domu "adorowanego przez francuskie elity (obecnego prezydenta USA Baracka) Obamy" nie uchroniła przed "konfliktami i problemami" na linii Paryż-Waszyngton. Sarkozy dodał, że "Francja nie może być jedynym krajem europejskim nieposiadającym granic" i wezwał do "zawieszenia" automatycznego prawa osiedlenia się w tym kraju rodzin obcokrajowców mających prawo pobytu.

Na pytanie o szanse Marine Le Pen w wyborach Sarkozy odpowiedział: "Wróciłem (do polityki), ponieważ jestem jedyną zaporą dla Frontu Narodowego".