"Na papierze Trump należy do obozu izolacjonistów, podczas gdy Hillary Clinton poruszała się w obozie zwolenników interwencji” - tak komentator Franco Venturini opisuje postawy rywali w dziedzinie polityki zagranicznej. Zastrzega zarazem, że ta polityczna etykietka może stracić na aktualności w czasie prezydentury Trumpa, ale pozostanie na pewno obietnica Ameryki, która będzie znów dominować.

Komentator zwraca uwagę na bardzo poważne wyzwania, przed jakimi w związku z wyborami w ciągu najbliższego roku stanie Europa. Europa świadoma jest - pisze - że w wyniku wyborów "fala narodowo-populistyczna może popchnąć ją w stronę rozpadu", a teraz dodatkowo czeka ją niepewność związana z wyborem Trumpa. "Nowy prezydent sprawił wrażenie, jakoby nie uznawał UE, chyba że tylko dla >>dobrych interesów+<<" - podkreśla włoski publicysta.

Pisząc o NATO przypomina następnie, że Trump ostrzegał, iż sojusznicy będą musieli płacić za swoje bezpieczeństwo, jeśli chcą, aby NATO miało przed sobą przyszłość. Jak zaznacza, Trump "nakreślił nowe priorytety: walkę z terroryzmem i nielegalną imigracją, bez ulegania obsesji konfrontacji z Rosją".

"Pojawiają się na zatem horyzoncie podziały i problemy, ale teoretycznie także wielka szansa: jeśli Europa nie zrozumie, że musi teraz stać się dorosła, nigdy tego nie zrobi" - ocenia Venturini.

Pisze też, że prezydent Rosji Władimir Putin "wygrał swoją prawdziwą batalię o to, aby nie zwyciężyła nieprzyjemna Hillary Clinton".

Zdaniem autora rosyjski przywódca pomyliłby się, gdy miał zbyt wiele złudzeń co do Trumpa, bo nowy prezydent USA będzie miał pragmatyczne podejście. Opisuje je następująco: "Jeśli naszym wrogiem numer jeden jest Państwo Islamskie, lepiej zawrzeć porozumienie i zwalczać go razem. Była oczywiście aneksja Krymu, ale to nie może blokować wszystkiego, a sankcje należy przemyśleć.

Według Trumpa "z Kremlem należy dyskutować o wszystkim, a zbieżności nie są wykluczone; Putin ma powody do zadowolenia" - stwierdza komentator mediolańskiego dziennika.