- To, że naród krymski tak zagłosował, to rezultat prowokacji Majdanu. Gdyby Majdan nie sprowokował takiej sytuacji na Krymie, nie doszłoby do tego - mówił Janukowycz na konferencji prasowej w Rostowie nad Donem.

Jak przyznał, na temat Krymu rozmawiał z prezydentem Władimirem Putinem. Stanowisko Putina w tej sprawie jest "godne szacunku", jak oświadczył. Zauważył także, że "to jego stanowisko jako człowieka, obywatela Rosji i patrioty".

Odnosząc się do Donbasu, czyli obwodów donieckiego i ługańskiego na wschodzie Ukrainy, gdzie działają prorosyjscy separatyści, Janukowycz zapewnił, że "od początku był przeciwny osłabieniu integralności terytorialnej Ukrainy". Przekonywał, że w Donbasie doszło do "emocjonalnego porywu ludzi, którzy negatywnie zareagowali na zamieszki w Kijowie, kiedy radykałowie zaczęli tam przelewać krew".

- Jestem za tym, by Donbas był w składzie Ukrainy - zapewnił, ale dodał, że "bez szerokiej autonomii dla tych terenów nie można osiągnąć pokoju".

Konferencja Janukowycza w Rostowie nad Donem miała się odbyć po jego przesłuchaniu, za pośrednictwem łącza wideo, przez sąd w Kijowie na procesie byłych funkcjonariuszy ukraińskich sił specjalnych. Są oni oskarżeni o zabicie uczestników protestów w lutym 2014 roku. Posiedzenie sądu nie doszło jednak do skutku i Janukowycz ma być przesłuchany w poniedziałek.

Manifestacje na kijowskim Majdanie (placu) Niepodległości rozpoczęły się 21 listopada 2013 roku, gdy ówczesne władze Ukrainy ogłosiły, że odkładają podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE. W wyniku brutalnych działań sił bezpieczeństwa przeciwko demonstrantom wiece przekształciły się w protesty przeciwko ekipie Janukowycza. W walkach ulicznych zginęło ponad 100 osób. W następstwie protestów w lutym 2014 roku Janukowycz zbiegł do Rosji, gdzie przebywa do dziś.

Jak przypomniał rosyjski portal RBK, w 2014 roku Janukowycz oświadczył, że nie dopuściłby do referendum na Krymie i do odłączenia się półwyspu od Ukrainy.