W prezentacji, która promuje wydawanie polskiej literatury w Wielkiej Brytanii znalazły się błędy – nie tylko interpunkcyjne, ale też m.in. językowe, literówki i niestosowanie polskich znaków. Na tym jednak nie koniec, bo przekręcono np. nazwisko jednego z autorów (jak Zygmunta Miłoszewskiego na "Miłoszewicz").

Nie zabrakło też kuriozalnych treści, w tym np. wskazania na "moralne obligacje" jako jeden z argumentów za publikacją polskich książek. Mają one wynikać z "aktów przemocy przeciwko Polakom po Brexicie" oraz konieczności "wyjaśnienia Polaków ich sąsiadom".

W odpowiedzi na pytanie, dlaczego jeszcze warto tłumaczyć polską literaturę, padają też inne argumenty. "Ponieważ Instytut Książki wspiera waszą pracę!", "Ponieważ musicie lepiej zrozumieć waszych sąsiadów", "Ponieważ Polska dyskusja literacka rzuca nowe światło na problemy współczesnego świata", "Ponieważ może to być zyskowne (Tak sądzę ;) - to tylko kilka z nich.

"Prezentacja na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie mało profesjonalnej lub wykonanej naprędce. Nie zawiera żadnych grafik, jedynie czarne napisy na białym tle", donosi "Gazeta.pl".

"Obecność Polski w Londynie w 2017 roku - rola tzw. gościa honorowego - to efekt wieloletniej pracy bardzo wielu osób", w tym pracowników Instytutu - czytamy w liście jeden z agentek literackich z wieloletnim stażem. Nie kryje swojego oburzenia. Jej zdaniem, przedstawiona publikacja "kompromituje Polskę, polskich wydawców oraz całą branżę".

"Twierdzenie, że wydawcy angielscy coś muszą (tu: lepiej zrozumieć swoich sąsiadów), jest zwykłym nietaktem, kuszenie dotacjami jest niegrzeczne, a twierdzenie, że wydawanie polskiej literatury jest zyskowne, to po prostu ignorancja" – kwituje.