Kierownik Katedry Amerykanistyki Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie ocenił w rozmowie z PAP, że Castro, który w 2006 r. przekazał faktyczne sprawowanie władzy młodszemu bratu, był od pewnego czasu jedynie "postacią symboliczną". A o kubańskiej polityce - jak mówił - decydował po części Raul Castro, a po części cały zespół ludzi związanych z rodziną Castro.

Prof. Zbigniew Lewicki zwrócił natomiast uwagę, że amerykański prezydent-elekt Donald Trump jest dużo bardziej sceptyczny wobec możliwości zbliżenia z Kubą niż jego poprzednik w Białym Domu Barack Obama, który rozpoczął proces normalizacji stosunków z tym krajem. Biorąc pod uwagę obydwa te czynniki, nie spodziewam się jakiegoś istotniejszego ocieplenia relacji między Hawaną a Waszyngtonem - powiedział amerykanista.

Jak zaznaczył, chociaż Trump podczas kampanii wyborczej wyraźnie dystansował się od zapowiedzi swojego poprzednika o złagodzeniu embarga gospodarczego wobec Kuby, to oczywiście nie zerwie z nią stosunków dyplomatycznych.

Ekspert zauważył, że w rozmowach między przywódcami obu państw w ogóle nie poruszano dotychczas bardzo istotnej - jego zdaniem - sprawy odszkodowań za mienie obywateli amerykańskich skonfiskowane po rewolucji przez rząd kubański. Można przewidywać, że Trump będzie tę kwestię wysuwał na pierwsze miejsce, warunkując jakiekolwiek dalsze ocieplenie stosunków z Kubą od tego, czy obywatele amerykańscy uzyskają odszkodowanie za fabryki, hotele i pozostałe mienie - ocenił.

Oceniając zmarłego w piątek wieczorem w Hawanie 90-letniego przywódcę rewolucji kubańskiej prof. Lewicki powiedział, że trudno powiedzieć czy był on przeszkodą w postępującym otwieraniu się Kuby na świat. Według niego pewne jest to, że Fidel Castro do końca życia nie uległ żadnej przemianie politycznej, pozostał doktrynerskim komunistą i przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych.

Dla Mroziewicza Fidel Castro był jak każdy rewolucjonista: człowiekiem charyzmatycznym i niosącym z sobą nadzieję. Jego charyzma wyparowała, choć trzeba było na to bardzo długiego czasu, natomiast nadzieje się nie ziściły, tak jak w każdej rewolucji. Jego legenda wyblakła - ocenił. Przez pół wieku był on realnym przywódcą Kuby i mimo śmierci wciąż nim pozostaje. Podejrzewam, że hasło funeralne na Kubie będzie brzmiało: Fidel wiecznie żywy - zaznaczył.

Odszedł charyzmatyczny lider jednej z czterech rewolucji, która miała wpływ na losy świata w XX w. Te rewolucje to meksykańska, sowiecka, chińska i kubańska. Można powiedzieć, że nastąpiła również rewolucja polska, która też zmieniła świat, ale w tym przypadku nie doszło do użycia siły - powiedział dziennikarz, autor książki „Fidelada”.

Jak podkreślił Mroziewicz, rewolucja kubańska była jedyną, która odwoływała się do kompletu haseł rewolucji francuskiej: wolność, równość, braterstwo albo śmierć. Rewolucja z takimi hasłami deklaruje równość, aby ją realizować głosiciele muszą wybić się ponad nią. Za pomocą siły będą oni tworzyć utopię, która jest niezniszczalna. Rewolucjoniści kubańscy są wierni tej sile po dziś dzień. Z odejściem Fidela Castra nie kończy się okres rewolucyjny - powiedział.

Kubańczycy po śmierci Fidela nie zbuntują się i nie wyjdą na ulice. A nawet jeśli, to tylko po to, aby manifestować żal z powodu śmierci wodza. To sprawa sentymentów i uczuć Latynosów. Oczywiście, Fidel rządził twardą ręką i można powiedzieć, że nad wieloma warstwami społecznymi na Kubie znęcał się w sposób bezprzykładny - dodał.

Zdaniem Mroziewicza nie należy oczekiwać poważnych zmian w polityce Kuby prowadzonej przez Raula Castro. Jeszcze dekadę temu myślałem, że na wiadomość o śmierci Fidela pierwszy stojący w pobliżu Raula oficer wyciągnie rewolwer i strzeli mu między oczy. Ale dzisiaj prawdopodobnie sytuacja wokół Raula jest taka, że nikt z bronią przy sobie nie jest do niego wpuszczany i nie będzie. Na pewno spośród młodszych oficerów dojdzie do rozprawy na temat tego, kto może zastąpić Raula. To wśród nich musi wykształcić się nowy wódz, czyli +caudillo+. Jest to o tyle trudne, że wszystkich potencjalnych kandydatów, którzy mogliby zagrozić niepodzielnej władzy braci Castro, w korpusie oficerskim wystrzelano albo odesłano na emeryturę - powiedział.

Według dziennikarza kubański system polityczny w najbliższym czasie będzie funkcjonował na tych samych zasadach co przez ostatnie 10 lat. Zmiany, które nastąpiły w ostatniej dekadzie to bardzo drobne kroczki. Mają one na celu doprowadzenie do tego by Kuba mogła wyżywić się sama. Jeżeli dojdzie do podziału ziemi państwowej między kubańskich chłopów, którym pozwoli się hodować cokolwiek, by tylko wystarczyło na zaspokojenie ich potrzeb żywnościowych a także socjalnych, wtedy Kuba zacznie pomału funkcjonować jako kraj zmierzający ku normalności - ocenił.

Nie nastąpi to szybko. Najpierw musi się wykształcić pewna elita władzy, która przejmie zarządzanie tym procesem reform po Raulu Castro. On, bez Fidela jako kapitana na mostku, sam z siebie nie poprowadzi Kuby ku większym zmianom. Jest on za stary i niedostatecznie intelektualnie przygotowany do takiego wyzwania - wyjaśnił. Demokracja na Kubę nigdy nie dotrze. Kubańczycy będą funkcjonować dalej w opozycji do Stanów Zjednoczonych. Jest to dla nich Wielki Brat, który wciąż nim pozostaje. Pojawienie się na arenie politycznej Donalda Trumpa, który zapowiada poprawę stosunków z Rosją, leży w żywotnym interesie Kuby - zaznaczył.

Fidel Castro zmarł w piątek wieczorem w Hawanie w wieku 90 lat. Na czele komunistycznej Kuby stał przez prawie pół wieku. W lutym 2008 roku zrezygnował z funkcji przewodniczącego Rady Państwa i przekazał faktyczne sprawowanie władzy swemu młodszemu o pięć lat bratu, Raulowi.