Maassen powiedział, że podejrzany nie zwracał na siebie uwagi. - Mamy najwidoczniej do czynienia z sytuacją, gdy otoczenie nie zauważyło radykalizacji tej osoby - zaznaczył szef kontrwywiadu.

Jak dodał, jego służba znajduje się w polu zainteresowania obcych agentów. - Dlatego musimy wykazywać szczególną czujność wobec takich przypadków - powiedział Maassen. BfV bada obecnie, jakie szkody wyrządził "kret".

Jak podały we wtorek wieczorem niemieckie media, BfV zdemaskował we własnych szeregach islamistę planującego zamach bombowy na centralę służby w Kolonii.

Zatrzymany islamista uprawiał w internecie proislamską propagandę i ujawniał tajemnice państwowe - pisze "Der Spiegel". Oferował też pomoc w dostaniu się do służby. Podczas przesłuchania miał przyznać się do planowania zamachu bombowego na główną siedzibę BfV w Kolonii.

Niedoszły zamachowiec uzasadniał swoje plany "wolą Allaha". Mężczyzna, który dwa lata temu przeszedł na islam, nie podjął jednak konkretnych przygotowań do akcji. Jak twierdzi "Der Spiegel", złożył przysięgę na wierność salafickiemu kaznodziei werbującemu ochotników - Mohamedowi Mahmoudowi, który obecnie walczy w Syrii po stronie Państwa Islamskiego.

Zatrzymany jest z pochodzenia Hiszpanem, posiada niemiecki paszport. Jest ojcem czworga dzieci. Był pracownikiem banku i dopiero w kwietniu tego roku przeszedł do kontrwywiadu. Jego zadaniem była obserwacja islamistów w Niemczech.

Informacje pozyskane w pracy przekazywał osobie, z którą kontaktował się na czacie. Jak się jednak okazało, partnerem tym był inny pracownik AfV. Służby wpadły na trop islamskiej "wtyczki" we własnych szeregach około czterech tygodni temu. Podejrzany przebywa w areszcie śledczym. Postępowanie wyjaśniające prowadzi prokuratura w Duesseldorfie.

Deputowany SPD Burkhard Lischka powiedział, że sprawa islamisty jest dowodem na luki w systemie bezpieczeństwa. Lischka jest członkiem parlamentarnej komisji do spraw kontroli służb. Szef BfV Maassen spotka się z tym gremium w środę po południu, by poinformować o incydencie.