Grupa 96 osób opuściła Stany Zjednoczone na pokładzie przysłanego przez rosyjskie władze Iła-96 należącego do administracji prezydenta Władimira Putina.

Rosyjscy dyplomaci mieli 72 godziny na opuszczenie terytorium Stanów Zjednoczonych. Wielu z nich żaliło się, że ich dzieci nie będą mogły znaleźć pod choinką gwiazdkowych prezentów, które w Rosji daje się dzieciom właśnie w Nowy Rok, jako że prawosławne Boże Narodzenie przypada 7 stycznia.

Służba prasowa prezydenta Rosji poinformowała dziennikarzy w poniedziałek, że Władimir Putin polecił zaprosić dzieci wszystkich współpracowników rosyjskich służb, których zmuszono do wyjazdu z USA, na spotkanie choinkowe na Kremlu.

Sankcje i wydalenie rosyjskich dyplomatów to następstwo oskarżeń pod adresem Rosji o ingerowanie w listopadowe wybory prezydenckie w USA i nękanie amerykańskich dyplomatów w Rosji przez jej służbę bezpieczeństwa i policję.

Prezydent Barack Obama, który odchodzi z urzędu 20 stycznia, poinformował w czwartek o decyzji wydalenia z USA grupy rosyjskich dyplomatów, których amerykańska administracja podejrzewa o działalność wywiadowczą pod przykrywką działalności dyplomatycznej, i nałożeniu sankcji m.in. na Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB) i Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego (GRU).

Putin oświadczył w piątek, że podjął decyzję, by mimo zalecenia rosyjskiego MSZ nie wydalać z kraju amerykańskich dyplomatów w ramach retorsji. Oznajmił, że Rosja ma wszelkie podstawy do podjęcia adekwatnej odpowiedzi i zastrzega sobie do niej prawo, ale nie będzie zniżać się do "poziomu >>kuchennej<< nieodpowiedzialnej dyplomacji". - Nie będziemy stwarzać problemów amerykańskim dyplomatom. Nikogo nie wydalimy  - zadeklarował.