Według raportu, opublikowanego wkrótce po spotkaniu szefów amerykańskich agencji wywiadowczych z prezydentem elektem Donaldem Trumpem, Kreml "zdecydowanie preferował" wybór Donalda Trumpa oraz, że w tym celu "zarządził" przeprowadzenie kampanii mającej na celu wywarcie wpływu na wynik wyborów w USA.

W odtajnionej części tego raportu służby wywiadowcze podają: "Oceniamy z dużą pewnością, że GRU (rosyjski wywiad wojskowy - PAP) wykorzystało postać Guccifer 2.0, DCLeaks i WikiLeaks by udostępnić publiczności i instytucjom medialnym (...) dane zdobyte w operacji cybernetycznej".

"Oceniamy również, że rosyjski rząd chciał zwiększyć szanse prezydenta elekta, kiedy było to możliwe, dyskredytując sekretarz (stanu Hillary) Clinton" - czytamy w dokumencie.

Materiały skradzione w wyniku włamania do komputerów Demokratów zostały opublikowane przez demaskatorski portal WikiLeaks oraz na dwóch tajemniczych stronach internetowych: DCLeaks.com oraz na blogu pisanym przez Guccifer 2.0.

25-stronnicowy dokument jest skróconą wersją poufnego raportu przedstawionego w ub. czwartek prezydentowi Barackowi Obamie i Donaldowi Trumpowi dzień później. Opublikowana wersja nie zawiera konkretnych dowodów wskazujących na ingerencję Rosji w amerykańskie wybory.

Strona rosyjska wcześniej stanowczo zaprzeczała aby w jakikolwiek sposób usiłowała wpłynać na wynik tych wyborów. Ponadto założyciel portalu Wikileaks Julian Assange zaprzeczył jakoby Moskwa była źródłem licznych e-maili pochodzących z serwerów Partii Demokratycznej, które opublikował Wikileaks.

Trump, bezpośrednio przed spotkaniem z szefami agencji wywiadowczych, określił oskarżenia pod adresem Rosji jako "polityczne polowanie na czarownice" ze strony jego przeciwników politycznych.