Zanim Polak trafił do szpitala, spędził noc na posterunku policji jako podejrzany.

Szczegóły zdarzenia przedstawił portal "Il punto a Mezzogiorno", informujący o życiu południa Włoch.

Mężczyzna wracał wieczorem na rowerze do domu. Zatrzymało go trzech młodych ludzi, którzy rzucili go następnie na ziemię, kopali i bili, także używając kija bejsbolowego. Na nic nie zdały się jego zapewnienia, że nie ma złych zamiarów i mieszka niedaleko.

Po godzinie Polak nakłonił napastników, którzy wzięli go za przestępcę, aby zadzwonili na policję. Przybyli na miejsce funkcjonariusze wysłuchali wyjaśnień samozwańczej straży osiedlowej i zabrali rowerzystę na komisariat. Ich podejrzenia wzbudziły narzędzia, jakie Polak miał w plecaku, i postanowili go za to spisać. Później okazało się, że narzędzia służą mu do wykonywania drobnych prac.

Nieporozumienie wyjaśniono dopiero nad ranem. Policjanci - jak zauważa portal - zdali sobie sprawę, że mają przed sobą ofiarę napaści. Polak, który zna pięć języków, pomaga czasem siłom porządkowym jako tłumacz. Policja wszczęła postępowanie wobec trzech sprawców agresji, których następnie zatrzymała. Pobitego Polaka odwieziono do szpitala.

Przytacza się wypowiedź siostry ofiary napaści: "Nasz pradziadek 70 lat temu walczył na tej ziemi o wolność, a oni pobili mojego brata".

Jak przypomniano, obywatelskie patrole są dozwolone przez włoską policję, ale ich celem może być wyłącznie sygnalizowanie podejrzanych sytuacji siłom porządkowym.

Zwyczaj organizowania takich straży narodził się na północy kraju. Często mają one polityczne zabarwienie, bo wiele takich inicjatyw powstaje w kręgach prawicy, między innymi wśród sympatyków Ligi Północnej.