Choć 45-minutowa konferencja brytyjskiej premier przedstawiającej plan opuszczenia Unii Europejskiej pozostawiła więcej znaków zapytania niż odpowiedzi, Polakom, którzy mieszkają na terenie Wielkiej Brytanii, przyniosła dobre wiadomości. Theresa May zapowiedziała, że imigranci mieszkający na Wyspach legalnie będą mieli „zagwarantowane odpowiednie prawa”. I choć to ogólnik, jednoznacznie wskazuje, że władze nie będą wywierać nacisków na masowe wyjazdy z kraju. Choć pewności co do statusu przybysze nie mogą mieć aż do zakończenia rozmów z Unią: brytyjski rząd będzie ich wykorzystywał jako kartę przetargową w rozmowach o statusie własnych obywateli mieszkających na terenie UE (2 mln Brytyjczyków).

Jakie jeszcze konsekwencje dla Polaków może mieć brexit w scenariuszu zaproponowanym przez premier? Być może jedną z ważniejszych będzie zniesienie ruchu bezwizowego. Ta kwestia jest dla Theresy May jedną z kluczowych. Szefowa gabinetu w swoim wystąpieniu zapowiedziała, że „Wielka Brytania chce odzyskać kontrolę nad granicami i napływem unijnych imigrantów”.

To już może przyczynić się do wyjazdów. Jeszcze w czerwcu, po ogłoszeniu wyników referendum o wyjściu z Unii, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych szacował, że do wyjazdu może być zmuszonych od 120 tys. do nawet 400 tys. Polaków (tyle osób dostało w latach 2012–2015 numer identyfikacji podatkowej). Zgodnie z lokalnym prawem po pięciu latach można ubiegać się o prawo stałego pobytu. Ci, którzy go nie otrzymają, będą zapewne musieli aplikować o wizy. W przypadku odmowy będą musieli opuścić granice. Otwarta pozostaje też kwestia zasiłków.

Jeśli wizy do Wielkiej Brytanii faktycznie wrócą, będzie to spory problem także dla młodych, którzy będą chcieli tam studiować. W tej chwili na studiach jest tam ok. 6 tys. Polaków i co roku przybywa ponad tysiąc kolejnych.

Być może jednak Wielka Brytania znajdzie jakieś inne rozwiązanie niż wizy – w czasie konferencji pojawiła się zapowiedź ściągania na rynek pracy najzdolniejszych, a także deklaracja, że premier „nie chce powrotu do świata podzielonego przez wizy i kontrole graniczne”.

Nic dziwnego – brytyjski Higher Policy Education Institute szacuje, że wprowadzenie wiz ograniczyłoby liczbę unijnych studentów o 20 tys., co z kolei przyniosłoby gospodarce stratę rzędu 2 mld funtów (nie tylko z tytułu utraconego czesnego, ale też pieniędzy, które wydają oni na terenie Wielkiej Brytanii w czasie studiów). Najbardziej stracą mniej prestiżowe uniwersytety.

Theresa May zapowiedziała, że Wielka Brytania nie będzie już stroną wspólnego rynku. Jak wynika z analiz Euler Hermes, firmy zajmującej się ubezpieczeniami należności handlowych, jeśli w zamian nie uda się wynegocjować umowy o wolnym handlu, może doprowadzić to do gwałtownego wzrostu liczby upadłości brytyjskich przedsiębiorstw (1,7 tys. bankructw rocznie więcej). Na brytyjskim rynku działa 40 tys. polskich firm.

Z drugiej strony być może łatwiej będzie prowadzić przedsiębiorstwo w Wielkiej Brytanii. Premier zasugerowała, że Zjednoczone Królestwo może konkurować z Unią Europejską za pomocą atrakcyjnych stawek podatkowych dla przedsiębiorców.

Zdaniem analityków z Euler Hermes zauważalne będzie także bezpośrednie zmniejszenie się poziomu eksportu naszych firm. Straty w sprzedaży polskich towarów spożywczych mogą osiągnąć niebagatelną kwotę 100 mln euro rocznie. 700 mln mogą stracić ogółem wszystkie branże.

Ale to wszystko na razie wróżenie z fusów. Theresa May ogłosiła, że ostateczną decyzję w sprawie brexitu podejmie parlament. Na tę wiadomość hurraoptymistycznie zareagowały rynki – kiedy tylko premier wypowiedziała te słowa, kurs funta poszybował w górę. Inwestorzy mimo wszystko się spodziewają, że parlamentarzyści zablokują wyjście Wielkiej Brytanii z Unii.

Polski rząd nie zareagował jeszcze na doniesienia z Wysp. Premier Beata Szydło skomentowała jedynie, że w przyszłym tygodniu będzie się widziała w sprawie brexitu z kanclerz Niemiec Angelą Merkel.