O obciążających Martina Schulza możliwych nieprawidłowościach, omijaniu zasad dotyczących zatrudniania i wynagradzania pracowników Parlamentu Europejskiego, napisał m.in. niemiecki tygodnik "Der Spiegel".

Według tych informacji Schulz jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego miał osobiście zabiegać o to, by jego bliski współpracownik Markus Engels otrzymał korzystne warunki zatrudnienia. Engels pracował od 2012 r. w biurze informacyjnym PE w Berlinie, ale jako swoją oficjalną siedzibę wskazywał Brukselę. Dzięki temu - według "Spiegla" - przebywał w stałej delegacji służbowej i otrzymywał dodatek do wynagrodzenia w wysokości 16 procent pensji brutto oraz około 16 tysięcy euro za koszty podróży służbowych - wynika z informacji niemieckiego tygodnika. Engels jest obecnie szefem kampanii wyborczej Schulza.

Powołując się na wewnętrzną notatkę PE, "Spiegel" podał też, że w 2015 r. Schulz próbował uzyskać korzystne warunki zatrudnienia dla czterech kolejnych pracowników jego gabinetu.

Doniesieniami mediów zainteresował się urząd OLAF. Jak poinformowało w piątek PAP jego biuro prasowe, eksperci ocenią, czy OLAF jest kompetentny, by działać w tej sprawie oraz czy istnieje "wystarczające podejrzenie, że doszło do nadużyć, korupcji albo innych nielegalnych działań na szkodę interesów finansowych UE".

Dopiero po wstępnej ocenie OLAF zdecyduje, czy otworzyć dochodzenie. Pamiętajmy, że fakt, iż OLAF dokonuje takiej oceny informacji, nie oznacza, że ktokolwiek, kogo to dotyczy, jest winny jakichś nieprawidłowości. OLAF w pełni przestrzega zasady domniemania niewinności - poinformował urząd w odpowiedzi przesłanej PAP.

Sam Schulz nie wypowiedział się na temat opisywanych przez media zarzutów. 61-letni polityk stał na czele europarlamentu od połowy stycznia 2012 roku do połowy stycznia 2017 r. Obecnie jest kandydatem niemieckiej SPD na kanclerza Niemiec przed tegorocznymi wyborami parlamentarnymi. Po ogłoszeniu jego kandydatury poparcie dla jego ugrupowania znacznie wzrosło; w najnowszym sondażu dla telewizji ARD po raz pierwszy od wielu lat SPD wyprzedziła chadecję CDU/CSU o jeden punkt procentowy. Zarzuty wobec Schulza mogą odwrócić korzystny dla SPD trend.

Według mediów administracja europarlamentu nie dopatrzyła się w tej sprawie złamania zasad. Jednak europosłanka niemieckiej chadecji Inge Graessle, która stoi na czele komisji PE ds. kontroli budżetowej, oceniła, że działania Schulza to kumoterstwo w najczystszej postaci. Od początku było jasne, że Schulz przepchnął kogoś, kto miał pracować tylko dla niego, a nie w interesie Parlamentu Europejskiego. Chciał mu zapewnić dodatki i wyższe wynagrodzenie - oceniła Graessle w rozmowie z wydawaną w Dortmundzie gazetą "Ruhr Nachrichten".