Zaproszenie wicepremiera Mateusza Morawieckiego na szczyt G20 zostało przez niektórych zinterpretowane jako szczególne wyróżnienie dla Polski. Z pewnością obecność na spotkaniu ministrów finansów i szefów banków centralnych największych gospodarek świata to coś nietypowego. Z euforią nie ma co jednak przesadzać.

Regułą na spotkaniach tego ekskluzywnego klubu jest zapraszanie liderów z krajów nienależących do niego. Dla przykładu gośćmi ubiegłorocznego szczytu były takie kraje, jak Czad i Egipt, reprezentowane przez prezydentów Idrissa Déby’ego oraz Abd al-Fattaha as-Sisiego. Z kolei dwa lata temu gośćmi szczytu były Azerbejdżan i Singapur. Niemcy, które sprawują prezydencję w G20 w tym roku, zaprosiły w charakterze gości na lipcowe spotkanie przywódców Holandii i Norwegii. Goście są również zapraszani na spotkania na szczeblu ministerialnym, w tym na narady ministrów finansów i szefów banków centralnych. Dla przykładu, kiedy w 2014 r. prezydencję w G20 pełniła Australia, Canberra postanowiła zaprosić ministra finansów Nowej Zelandii Billa Englisha.

Co więcej, G20 nie zrzesza wszystkich największych gospodarek świata. Gdyby trzymać się kryterium produktu krajowego brutto, do klubu musiałaby należeć chociażby Hiszpania (pod względem wartości PKB 14. gospodarka świata). Ścisłe przestrzeganie tych kryteriów oznaczałoby również, że na coroczne spotkania przywódców G20 jeździłby premier Holandii, która z PKB w wysokości 750 mld dol. jest 17. gospodarką. Wypadłaby z niego za to Argentyna (plasuje się na 21. pozycji na świecie), a przede wszystkim Republika Południowej Afryki (314 mld dol. daje 32. pozycję, osiem oczek niżej niż Polska).

Ważnym kryterium przy budowie listy członków G20 była również ludność danego kraju, ale także pod tym względem klub nie jest jednorodny. Brakuje w tym gronie chociażby Pakistanu, zamieszkałego przez prawie 200 mln osób, czy Nigerii (187 mln). Jeśli idzie o wielkość gospodarek tych krajów, to pod względem PKB Pakistan jest na 41., a Nigeria na 23. miejscu na liście największych na świecie.

Z powyższych względów nie można powiedzieć, że Polska nie spełnia warunków uczestnictwa w klubie. Zresztą takie formalne kryteria nie istnieją, ponieważ G20 nie jest grupą formalną. Nie posiada stałego sekretariatu, nie jest również umocowana żadnym traktatem międzynarodowym. Co więcej, na grupę w ciągu ostatnich kilku lat spadł grad krytyki, głównie przez wzgląd na niewielkie efekty wspólnych spotkań.

G20 została powołana tuż po wybuchu kryzysu finansowego, kiedy potrzeba stworzenia nieformalnego grona liderów największych gospodarek świata, na którego forum można byłoby koordynować politykę gospodarczą, stała się szczególnie paląca.

Chociaż co roku liderzy przyjmują deklarację zawierającą priorytety na przyszłość, to często nie materializują się one pod postacią konkretnych rozwiązań. Prawdą jest, że na spotkaniu G20 w 2008 r. uzgodniono podniesienie kapitału Miedzynarodowego Funduszu Walutowego (z obawy przed pogorszeniem się kryzysu zwiększono wtedy siłę rażenia Funduszu), ale już na przykład wzajemne zobowiązania do walki z unikaniem płacenia podatków nie przekuły się w bardziej sprawiedliwy, globalny system.

Co więcej, nawet brzmienie deklaracji przyjmowanych przez liderów wskazuje, że – owszem – globalne cele są ważne, ale dążenie do ich osiągnięcia może odbywać się tylko „w odpowiednich warunkach”. Czytaj: dogodnych dla poszczególnych sygnatariuszy.