Niedzielne wydanie dziennika "Die Welt" drukuje fragment najnowszej książki Robina Alexandra - dziennikarza, który zrekonstruował wydarzenia z września 2015 roku, kluczowego momentu dla późniejszego przebiegu kryzysu uchodźczego.

Według Alexandra szef policji federalnej (Bundespolizei), odpowiedzialnej za ochronę granicy państwa, wydał 12 września rozkaz podjęcia przygotowań do przywrócenia kontroli wszystkich osób przekraczających granicę niemiecką na odcinku pomiędzy Bawarią a Austrią. Po 24-godzinnej fazie przygotowawczej wszyscy obcokrajowcy nie posiadający paszportów bądź niemieckiej wizy mieli być zawracani z granicy.

Oznaczałoby to koniec "kultury witania imigrantów z otwartymi ramionami", ogłoszonej przez Merkel zaledwie tydzień wcześniej.

Jak pisze Alexander, akcja przygotowawcza przebiegała bardzo sprawnie. W rejon granicy śmigłowcami przerzucono kilkuset policjantów. Na miejscu znajdowały się pozostałe po zabezpieczeniu szczytu G7 w Ilmenau w Bawarii duże ilości kontenerów, namiotów, reflektorów i innych elementów wyposażenia potrzebnego do budowy granicznej infrastruktury.

"Welt am Sonntag" przypomina, że Merkel 5 września podjęła w wąskim gronie decyzję o wpuszczeniu do Niemiec imigrantów, którzy wcześniej koczowali na dworcu w Budapeszcie, a następnie wyruszyli na piechotę w kierunku Austrii i Niemiec. Prawo do azylu nie może mieć żadnego liczebnego ograniczenia - powiedziała szefowa rządu w wywiadzie, który ukazał się 11 września.

Otwarcie granicy zaniepokoiło władze niemieckich krajów związkowych. Ministrowie spraw wewnętrznych 14 z 16 landów ostrzegły władze centralne, że dysponują jedynie 850 wolnymi miejscami w ośrodkach dla uchodźców, podczas gdy tylko w czasie najbliższego weekendu spodziewano się 40 tys. nowych imigrantów.

Siedzimy w samolocie, któremu kończy się paliwo, i nie wiemy, co mamy robić - cytuje Alexander jednego z uczestników ówczesnych narad. W związku z tym politycy CDU i CSU, zajmujący się problematyką bezpieczeństwa wewnętrznego, zaczęli naciskać na Merkel, by odwołała decyzję o otwarciu granicy.

Wszyscy wiedzieli jednak, że publiczna presja na panią kanclerz nic nie da. Merkel zmieni kurs tylko wtedy, gdy będzie zagwarantowane, że jest to jej własna decyzja - zauważa dziennikarz "Die Welt".

Według Alexandra podczas telekonferencji 12 września wszyscy uczestnicy - Merkel, szef MSW Thomas de Maiziere, szef urzędu kanclerskiego Peter Altmeier, premier Bawarii Horst Seehofer i szef SPD Sigmar Gabriel zgodzili się, że należy przywrócić kontrole graniczne oraz na to, że należy zawracać osoby bez wymaganych dokumentów. 13 września, od godz. 18 granica niemiecka miała być zgodnie z tymi ustaleniami zamknięta dla imigrantów.

Jak pisze Alexander, podczas posiedzenia w centrum kryzysowym MSW na kilka godzin przed tym terminem de Maiziere zaczyna się jednak wahać. Szef MSW pyta swoich współpracowników, co stanie się, gdy 500 uchodźców z dziećmi na rękach spróbuje sforsować szpaler policjantów. Czy jesteśmy w stanie wytrzymać politycznie takie zdjęcia? - zastanawia sią. Podczas tej narady trzy razy telefonuje do Merkel.

Kontaktując się z Merkel, de Maiziere "otwiera ponownie sprawę, która dnia poprzedniego została właściwie zamknięta" - ocenia autor książki. Z jego ustaleń wynika, że podczas tych rozmów Merkel "waha się, nie mówi ani tak, ani nie". Zastrzeżenia zgłasza też koalicjant - SPD.

Po ostatniej rozmowie z szefową rządu de Maiziere nakazuje zmianę treści rozkazu. Zamiast odmowy wjazdu także w przypadku zgłoszenia zamiaru ubiegania się o azyl, policja dostaje polecenie wpuszczania także osób bez dokumentów, sygnalizujących chęć starania się o azyl.

Istnieją co prawda kontrole, ale każdy, kto mówi "azyl", jest wpuszczany, niezależnie od tego, czy przybywa z innego kraju UE, czy też bezpiecznego kraju pochodzenia - zaznacza Alexander.

Policja federalna była gotowa do odsyłania migrantów. Szef MSW uważał to za słuszne. Kanclerz i obaj partnerzy koalicyjni zgodzili się przynajmniej na częściowe odsyłanie. Dlaczego nie zrealizowano tego planu? - pyta autor książki.

Jak tłumaczy, MSW i organa odpowiedzialne za bezpieczeństwo zwalają winę na Merkel. Natomiast urząd kanclerski obarcza odpowiedzialnością de Maiziere'a, który ich zdaniem ugiął się pod ciężarem zastrzeżeń części swego resortu.

Granica pozostała otwarta nie dlatego, że Merkel lub ktoś innych w rządzie świadomie o tym zdecydował. W decydującym momencie nie było po prostu nikogo, kto byłby gotowy do wzięcia odpowiedzialności za zamknięcie granicy - konkluduje Robin Alexander.

Od 2015 roku do Niemiec przyjechało ponad milion obcokrajowców zamierzających ubiegać się o azyl.

Książka "Die Getriebenen" (Pod presją) Robina Alexandra ukaże się 13 marca.