Z tureckiej perspektywy ten całkowicie polityczny i subiektywny raport nie ma żadnej wartości - napisał na Twitterze turecki minister sprawiedliwości Bekir Bozdag. Ocenił, że publikując dokument Komisja Wenecka porzuciła swą obiektywność (...), straciła bezstronność, stała się upolityczniona i splamiła swój prestiż.

Turcja jest obecnie pogrążona w sporze dyplomatycznym z Holandią w związku z uniemożliwianiem przez holenderskie władze tureckim ministrom wygłaszania przemówień na wiecach przed referendum w sprawie zmian w tureckiej konstytucji. Turcja tłumaczy, że te zmiany są konieczne, by zagwarantować stabilność w należącym do NATO 80-milionowym kraju.

Będąca organem Rady Europy Komisja Wenecka w piątkowym raporcie oceniła, że projekt zmian konstytucyjnych, które umocnią władzę prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana, stanowią "niebezpieczny krok wstecz" w demokracji. Projekt, który 16 kwietnia zostanie poddany pod głosowanie w referendum, grozi wprowadzeniem "prezydenckiego systemu autorytarnego" - ostrzegła Komisja Wenecka.

Zgodnie ze zmianami prezydent mógłby wydawać dekrety, ogłaszać stan wyjątkowy, mianować ministrów i wysokich rangą urzędników oraz rozwiązywać parlament. Dwie największe partie opozycyjne twierdzą, że zmiany pozbawią Turcję możliwości kontrolowania szefa państwa.

Komisja Wenecka zajęła stanowisko na "nie" w referendum - napisał minister Bozdag. Według niego raport odzwierciedla poglądy tureckiej opozycji. Szef resortu sprawiedliwości jest przekonany, że naród zagłosuje w referendum na "tak".

Niepokój ekspertów KW budzi zwłaszcza możliwość, że prezydent Turcji będzie mógł samodzielnie sprawować władzę wykonawczą i mieć uprawnienia, pozbawione jakiejkolwiek kontroli, do mianowania i usuwania ministrów "według kryteriów, które prezydent sam ustali".

Za zasadniczo sprzeczne z prezydenckim systemem demokratycznym KW uznała także uprawnienie prezydenta do rozwiązania parlamentu "z jakiejkolwiek przyczyny". Eksperci tego organu niepokoją się także tym, że zmiany osłabią "już teraz niewystarczającą kontrolę władzy sądowniczej nad wykonawczą", a także zagrażają "niezależności wymiaru sprawiedliwości".

Projekt zmian w ustawie zasadniczej przedłożyła rządząca w Turcji Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). Pakiet reform konstytucyjnych ma umożliwić Erdoganowi sprawowanie najwyższego urzędu w państwie do 2029 roku. Władza wykonawcza przeszłaby z rąk premiera do prezydenta, który pełni obecnie głównie funkcję reprezentacyjną. Pakiet przewiduje też zmiany w kwestiach bezpieczeństwa i sądownictwa. Zmiany te wprowadziłyby w Turcji prezydencki system władzy, na którym od dawna zależy Erdoganowi i jego zwolennikom. Erdogan sprawuje urząd od 2014 roku; wcześniej przez trzy kadencje był szefem rządu.

Zamysł wzmocnienia politycznej pozycji Erdogana niepokoi jego przeciwników, którzy oskarżają go o autorytaryzm, zwłaszcza od czasu czystek po udaremnionej próbie puczu z 15 lipca 2016 roku. Władze w Ankarze twierdzą, że system prezydencki jest konieczny dla zapewnienia stabilności państwa wobec wyzwań takich jak niepewna sytuacja bezpieczeństwa, spowolnienie gospodarcze i trwający konflikt zbrojny w sąsiedniej Syrii, w który zaangażowane są siły tureckie.

W 2019 roku w Turcji mają się odbyć wybory prezydenckie i parlamentarne.