Nie wróżono im sukcesu, bo niby w czym niemiecka kiełbasa miałaby być lepsza od polskiej? Ale lata mijały, a Wurst Kiosk serwujący słynne niemieckie kiełbaski miał się znakomicie. I wcale nie zamierza się zwijać. Od pięciu lat krackauery, bratwursty, currywursty, wienersy i bockwursty sprzedają się lepiej niż amerykańskie burgery, a kolejne filie działają nie tylko w Warszawie, lecz także w Trójmieście.

Wraz z miłością do niemieckich kiełbasek od 2012 r. systematycznie rosła liczba Polaków wyznających sympatię do sąsiadów zza Odry i Nysy. Podkreślano, że to absolutny sukces, że relacje polsko-niemieckie w końcu się wyprostowały. Tym bardziej, że jeszcze w 1990 r. w badaniach CBOS aż 69 proc. Polaków przyznawało, że czuje osobiste zagrożenie ze strony Niemców. Zresztą sąsiedzi zza Odry również nie darzyli nas najcieplejszymi uczuciami, ale zapewniali, że chcą to zmienić. Udało się to 10 lat później. Dopiero wtedy wzajemna sympatia po obu stronach granicy wzrosła do blisko 50 proc. Z pożytkiem dla Polaków pracujących w Niemczech i Niemców prowadzących firmy w Polsce.

Sielanka trwała aż do ubiegłego roku, kiedy coś w polsko-niemieckim związku zaczęło pękać. Bo wprawdzie ponad połowa rodaków nadal zapewniała, że mogłaby mieć Niemca za bliskiego sąsiada, a nawet zięcia lub radnego, to już sami Niemcy zaczęli podchodzić do Polski z lekkim dystansem. Krótko mówiąc, zaczęli się nas bać.

W Polsce, po polsku

Kiedy we wrześniu 2016 r. kraj obiegła informacja o polskim profesorze zaatakowanym w tramwaju tylko dlatego, że rozmawiał z kolegą po niemiecku, rozpętało się medialne piekło. "Wczoraj w tramwaju nr 22, który spokojnie dowozi mnie co dzień do pracy pobito mojego promotora prof. Jerzego Kochanowskiego. Pobito go, bo wraz ze swoim znajomym profesorem z uniwersytetu w Jenie rozmawiał po niemiecku. Nie spodobało się to jadącemu z nimi pasażerowi. W odpowiedzi na pytanie: »Dlaczego mam nie mówić po niemiecku?« wstał i pobił" – napisała na Facebooku jedna ze studentek z Instytutu Historycznego UW, w którym wykłada naukowiec. O, ironio, prof. Kochanowski zajmuje się na uczelni m.in. tematyką stosunków polsko-niemieckich po II wojnie światowej, sam jest autorem kilkunastu książek, w tym m.in. o niemieckich jeńcach wojennych w Polsce.

I chociaż ataku na historyka nie dopuścił się narodowiec, tylko podpity chuligan, incydent wywołał spodziewaną reakcję. Zaczęto mówić, że pogorszymy sobie przez takie zachowania wzajemne relacje, że Niemcy się obrażą i nie będą już chcieli robić z nami interesów. Zapomniano tylko, że stosunki polsko-niemieckie psują się od góry. I że zaczęły się psuć już dużo wcześniej. Niektórzy łączą to ze zmianą rządu w Polsce, inni obarczają winą Donalda Tuska, który objął stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. To niby wtedy w naszych polsko-niemieckich stosunkach miało się wszystko posypać. A internet zalały antyniemieckie memy i dowcipy o złych Niemcach. Takie jak ten. Rozmawiają dwaj Polacy: – Wiesz, odnalazłem obrazy i srebra rodowe zagrabione moim dziadkom 65 lat temu. – A gdzie je odnalazłeś? – W muzeum w Berlinie.