Filip Budeikin - jak informuje brytyjski "Daily Mail" - usłyszał zarzuty doprowadzenia do śmierci przynajmniej 16 nastolatków. Miał to zrobić przy użyciu swojej internetowej "gry" "niebieski wieloryb". - Jasno wiedział, co zrobić, by doprowadzić dzieci do śmierci. Zaczął swą działalność w 2013 i cały czas udoskonalał metody. On i jego pomocnicy najpierw namawiali dzieci na założenie konta na społecznościowym portalu VKontakte - wyjaśnia Anton Breido z rosyjskiego Komitetu Śledczego. - Potem sprawdzali, które z ich ofiar były najbardziej podatne na manipulacje psychologiczne. Na początku kazano im wykonywać zadania, które dla większości dzieci były zbyt dziwne albo zbyt nudne - dodaje prokurator.

Gdy zostawała niewielka grupa dzieci, wtedy Budeikin i jego kompani polecali im - jak wyjaśnia Breido - ciąć sobie ręce, balansować na krawędzi dachu czy zabić zwierzę i to sfilmować. Zdaniem prokuratora, nastolatkowie byli gotowi zrobić wszystko, nie ważne, jak dziwne lub straszne były to zadania, byle tylko nie zostać wyrzuceni z grupy. Śledczy dodaje, że tuż przed ostatnim poleceniem - nakazem popełnienia samobójstwa - dzieci kasowały, na polecenie administratora grupy, całą prywatną korespondencję, co znacznie utrudniało śledztwo.

Na szczęście jedna z dziewczynek w ostatniej chwili została uratowana przed śmiercią. To dzięki jej zeznaniom i zawartości jej komputera, prokuratorom udało się dopaść Budeikina. Okazało się, że jego niedoszła ofiara codziennie o 4:20 rano musiała oglądać filmiki z nagraniami samobójstw czy zdjęcia zakrwawionych ciał. W tle słyszała nieprzyjemną muzykę oraz krzyki torturowanych dzieci i zwierząt. Budeikin powtarzał jej też, że jej życie nikogo nie obchodzi, a rodzice jej nie kochają. Po kilku dniach, jak tłumaczy śledczy Breido, dziewczyna straciła zdolność podejmowania logicznych decyzji, dała się więc przekonać do popełnienia samobójstwa.

Sam Budeikin twierdzi, że jego ofiary umierały szczęśliwe. - Dałem im to, czego nie mieli w prawdziwym życiu - znajomych, ciepło i zrozumienie - dodał. Jednocześnie jednak zeznał, że dzieci, które się zabiły, to biologiczne śmieci, które nie przynoszą pożytku społeczeństwu. - Czyściłem nasze społeczeństwo z takich ludzi. Zaczęło się to w 2013, gdy stworzyłem pierwszą taką internetową grupę. Było to konieczne, by odróżnić normalnych ludzi od śmieci - dodał. Przyznał też, że niespodziewanie dla niego pojawili się jego naśladowcy, a doprowadzanie ludzi do samobójstwa stało się internetowym trendem. - To mnie irytuje - powiedział śledczym.

Prokuratura uważa, że takie podejście do ludzi to efekt jego samotnego dzieciństwa. - Walczył z rówieśnikami, nie miał przyjaciół, matka nie miała dla niego czasu, spędzał więc dużo czasu w sieci - wyjaśnia Breido. - Jego matka wychodziła o 5 rano, wracała wieczorem i tyko go karmiła. Nie wychodził nawet na spacery. Gdy dorósł okazało się, że człowiek, który nigdy nie nawiązał z nikim ludzkiego kontaktu, stał się panem życia i śmierci innych - podsumował rosyjski śledczy.