W styczniu Comey stawił się w Białym Domu na obiad z prezydentem. Według Trumpa zabiegał on wtedy o zachowanie stanowiska szefa FBI.

Jednak według dwóch współpracowników Comeya, cytowanych w czwartek wieczorem przez "New York Times", spotkanie w Białym Domu odbyło się na zaproszenie administracji Trumpa i prezydent miał wtedy zapytać, czy Comey może mu obiecać "lojalność". Szef FBI odmówił takiej gwarancji i odparł, że może zaoferować "uczciwość".

Clapper, szef agencji wywiadowczych za prezydentury Baracka Obamy, powiedział w rozmowie z siecią MSNBC, że na kilka godzin przez planowanym obiadem w Białym Domu rozmawiał z Comeyem, którego niepokoiła niezręczność tej sytuacji, mogącej prowadzić do kwestionowania niezależności FBI.

Trump utrzymuje, że podczas obiadu na jego pytanie o to, czy jest objęty dochodzeniem w sprawie kontaktów ludzi z jego otoczenia z przedstawicielami władz Rosji Comey odpowiedział: "Nie jest pan objęty śledztwem". Comey nie potwierdził słów Trumpa.

W piątek rano prezydent USA napisał na Twitterze, że Clapper powiedział podczas posiedzenia podkomisji ds. przestępczości i terroryzmu senackiej komisji sprawiedliwości, że nie doszło do współpracy osób z otoczenia Trumpa z przedstawicielami rosyjskich władz.

Dziennik amerykańskiego Kongresu "The Hill" wyjaśnił tego samego dnia, że Clapper nie powiedział, że nie było takiej współpracy, a jedynie, że „nie wiedział, czy istnieją dowody" na nią.

W wywiadzie dla MSNBC Clapper sprecyzował, że nawet "nie powinien wiedzieć" o takich dowodach, ponieważ zawsze szanował prawo Comeya do podejmowania decyzji o tym, "czy informować o toczącym się śledztwie kontrwywiadu, kiedy (to robić) i co w tej sprawie powiedzieć".

Comey został zwolniony we wtorek; w czwartkowym wywiadzie dla NBC Trump powiedział, że to on sam zadecydował o dymisji szefa FBI.

Kilka dni przed zwolnieniem go z tej funkcji Comey poprosił o przyznanie dodatkowych funduszy na przyspieszenie śledztwa w sprawie ingerencji Rosji w amerykańską kampanię wyborczą. Przedmiotem dochodzenia jest też ewentualna "koordynacja" działań - jak to ujął Comey - między stroną rosyjską a sztabem wyborczym Trumpa.