O 800 uczestnikach poinformowała stołeczna policja. Na około 1,5 tys. oszacowała liczbę demonstrantów niezależna radiostacja Echo Moskwy. Organizatorzy - wśród których była m.in. Partia Wolności Narodowej (Parnas) - mówili o 3-4 tysiącach uczestników. Demonstracja odbyła się za zgodą władz miejskich.

Policja zatrzymała na początku protestu co najmniej dwie osoby. Niezależne media podały, że pierwszy zatrzymany chciał wnieść na demonstrację plakat z napisem "Putin Lies" (ang. "Putin kłamie"), drugi - ulotki agitujące za liderem opozycji Aleksiejem Nawalnym. W ostatnich miesiącach Nawalny wyprowadzał na ulice rosyjskich miast tysiące ludzi, protestujących przeciw korupcji.

Jego stronnicy byli widoczni podczas demonstracji; pojawił się współpracownik polityka, Leonid Wołkow. Jednak sam Nawalny, jak i inni popularni w Rosji blogerzy, nie dołączył w niedzielę do protestu.

Z napisami "Już dość" - hasłem kampanii przeciwko prezydentowi Władimirowi Putinowi - przyszli na demonstrację zwolennicy ruchu Otwarta Rosja, założonego przez byłego szefa koncernu Jukos Michaiła Chodorkowskiego.

Media niezależne podały, że policja rekwirowała plakaty, na których krytykowano urzędników państwowych za ich próby ograniczania wolności internetu. Na tych rekwirowanych plakatach bądź napisach na kartkach papieru pojawiały się nazwiska deputowanej rządzącej partii Jedna Rosja Iriny Jarowej i Aleksandra Żarowa, szefa państwowego regulatora Roskomnadzor (Federalna Służba Nadzoru w sferze łączności, technologii informatycznych i masowego przekazu).

Demonstranci manifestowali też poparcie dla osób skazanych za publikacje w internecie bądź oskarżonych o agitację przez internet. "Sokołowski nie jest terrorystą" - głosiło jedno z takich haseł. Rusłan Sokołowski to bloger, który w świątyni prawosławnej grał w Pokemon Go i relacjonował grę w internecie, za co został skazany na karę w zawieszeniu oraz wpisany na listę terrorystów i ekstremistów. Demonstranci żądali uwolnienia Dmitrija Bogatowa, nauczyciela matematyki, który został oskarżony o wzywanie w internecie do masowych zamieszek. Niektórzy z uczestników marszu mieli zaklejone plastrem usta.

Skandowano także: "Roskomnadzor na śmietnik!", "To nasza Rosja, to nasz internet!", "Nie - represjom, nie - cenzurze!", "Wolność słowa, wolność zgromadzeń", "Wolność dla więźniów politycznych!" i - już pod koniec demonstracji - "Rosja bez Putina!". Hasło na niesionym na czele kolumny transparencie głosiło: "Ręce precz od internetu!".

Pochód zorganizowały zarejestrowane i niezarejestrowane partie antykremlowskiej opozycji, m.in. Parnas, Partia 5 Grudnia i Demokratyczny Wybór, a także Rosyjska Partia Piratów. Demonstrantom towarzyszyły siły policji i gwardii narodowej (Rosgwardii).

W miniony piątek, ostatnim dniu sesji przed przerwą wakacyjną, niższa izba parlamentu Rosji, Duma Państwowa uchwaliła poprawki do ustawy o ochronie informacji, ograniczające anonimowość w internecie. Przepisy zabraniają właścicielom serwisów anonimizujących i VPN zapewniania dostępu do zablokowanych przez Roskomnadzor stron internetowych. Roskomnadzor uzyskał prawo do blokowania stron zawierających informacje o sposobach obchodzenia blokad - jak serwisy VPN. Przepisy mają wejść w życie od listopada br., ale wymagają jeszcze zgody wyższej izby parlamentu (Rady Federacji) i podpisu prezydenta.