- Cios zadany przez Jarosława Kaczyńskiego polskiemu sądownictwu stawia Unię Europejską przed dylematem. Jeżeli prezydent (Andrzej) Duda rzeczywiście podpisze trzy ustawy "prezesa" służące podporządkowaniu wymiaru sprawiedliwości, to wyprowadzi on swój kraj ze wspólnoty prawnej UE - pisze warszawski korespondent "Frankfurter Allgemeine Zeitung" Konrad Schuller w komentarzu "Polska na rozdrożu", zamieszczonym na pierwszej stronie tej opiniotwórczej gazety.

Odpowiedzią Brukseli powinno być "zdecydowane cięcie" - aktywizacja art. 7 traktatu unijnego, a także ograniczenie funduszy w następnym budżecie unijnym - kontynuuje niemiecki dziennikarz.

Schuller przyznaje, że wymagana jednomyślność w Radzie UE jest co prawda nieosiągalna ze względu na postawę Węgier, wskazuje jednak, że realna jest za to większość czterech piątych, potrzebna do udzielenia Polsce nagany.

- W tym przypadku idące w miliardy (euro) transfery finansowe do Polski mogłyby, a nawet musiały, zostać poddane rewizji - pisze Schuller. - UE nie może powierzać pieniędzy krajowi członkowskiemu, którego wymiar sprawiedliwości podporządkowany jest nieformalnemu kierownictwu i w którym nie ma niezależnych sędziów, kontrolujących wykorzystanie środków europejskich - tłumaczy autor komentarza.

Zastrzega, że "Kaczyński to nie cała Polska". Przypomina, że na PiS głosowało 38 proc. wyborców przy frekwencji 51 proc., co oznacza, że poparło go 19 proc. uprawnionych do głosowania. - Ogromna większość obywateli popiera UE. To oni zaczynają protestować, czego dowodem są masowe demonstracje w zeszłym tygodniu - czytamy w "FAZ".

Schuller ostrzega, że "zdecydowane cięcie", czyli twarde sankcje, mogłoby odnieść skutek odwrotny do zamierzonego. - Narodowi konserwatyści potrafią wykorzystywać konflikty z Brukselą do mobilizowania swoich archaiczno-patriotycznych wyborców - pisze komentator, dodając, że Moskwa, tak jak w przypadku Węgier, może zaoferować swoje usługi jako partner zastępczy.

W kontaktach z Polską UE musi "balansować na ostrzu noża" - pisze Schuller. - Cofnięcie się nie wchodzi w rachubę, gdyż sądowniczy pucz Kaczyńskiego szkodzi europejskim wartościom, a tym samym zwartości Europy. Z drugiej strony, nadmierna twardość służyłaby zapewne jedynie Rosji, wypędzając na euroazjatyckie stepy Polskę - kraj silnie związany z Europą, który właściwie ma potencjał, by własnymi siłami powstrzymać fatalny zwrot na Wschód  - czytamy w "FAZ".

Zdaniem Schullera UE dysponuje "instrumentami pozwalającymi na utrzymanie równowagi". Większością czterech piątych Rada UE może stwierdzić, że w Polsce istnieje "jednoznaczne niebezpieczeństwo poważnego naruszenia praworządności". Podczas przyszłych negocjacji o funduszach kraje UE nie mogą tej oceny zignorować. - Nie można pompować pieniędzy do kraju, w którym sądy nie są wolne - zaznacza Schuller. Jak dodaje, nieprzyjemne skutki restrykcji byłyby odczuwalne dopiero po 2020 roku.

Niemiecki dziennikarz uważa, że taki sygnał wysłany z Brukseli może wzmocnić proeuropejski obóz w Polsce. Przyszłość kraju zależy od samych Polaków - podkreśla.