Napięcie między Downing Street a Foreign Office narasta od soboty, kiedy Johnson opublikował w dzienniku "Daily Telegraph" komentarz nakreślający jego priorytety w negocjacjach z Unią Europejską w sprawie przyszłych stosunków po opuszczeniu Wspólnoty przez Wielką Brytanię.

W długim artykule szef brytyjskiej dyplomacji odbiegł od przyjętej pozycji negocjacyjnej rządu w kwestii przyszłych stosunków z UE i zachowania okresów przejściowych bezpośrednio po Brexicie, oskarżając o nadmierny pesymizm zwolenników ostrożnego zarządzania procesem opuszczania Wspólnoty.

Nakreślając własną wizję, Johnson przekonywał, że Wielka Brytania nie powinna po wyjściu z UE wpłacać żadnych pieniędzy do unijnego budżetu, a pozostanie we wspólnym rynku lub unii celnej "byłoby kpiną z referendum", w którym większość Brytyjczyków opowiedziała się za Brexitem. Jednocześnie podkreślił konieczność zakończenia jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości UE nad Wielką Brytanią.

Publikacja tekstu w sobotnim wydaniu "Telegrapha" ożywiła spekulacje, że Johnson szykuje się do rzucenia premier May wyzwania oraz do walki o przywództwo w Partii Konserwatywnej i pozycję szefa rządu.

Brytyjska premier, zapytana o tekst Johnsona podczas podróży do Ottawy, gdzie spotkała się w poniedziałek z premierem Kanady Justinem Trudeau, odparła jedynie z uśmiechem, że "Boris to Boris" i przypomniała, że to ona przewodzi pracom rządu.

Mniej dyplomatyczna była wypowiedź minister spraw wewnętrznych Amber Rudd, która w niedzielnym wywiadzie dla BBC oskarżyła Johnsona o to, że próbuje "kierować (rządem) z tylnego siedzenia", i wytknęła, że artykuł został opublikowany dzień zamachu terrorystycznym na londyńskie metro. - Nawet nie miałam czasu go przeczytać - (...) przewodziłam sztabowi kryzysowemu, spotykałam się z policją - powiedziała Rudd.

W poniedziałek wieczorem Johnson, który przebywa na sesji Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w Nowym Jorku, zapewnił o swojej lojalności wobec premier, ale nie wykluczył wprost możliwości odejścia z rządu, odpowiadając jedynie żartem, że "kiedy ciężar tego stanowiska zostanie zdjęty z moich barków, będę z dumą patrzył na mój czas urzędowania".

Specjalne posiedzenie rządu, zwołane na czwartek, czyli na dzień przed piątkowym przemówieniem May we Florencji, ma pozwolić premier na uzyskanie pełnego poparcia ministrów dla jej planu. Brytyjskie media spekulują, że w rządzie narasta spór między zwolennikami "miękkiego" Brexitu - przewidującego wypracowanie nowych, bliskich relacji wzorowanych na modelu norweskim - a tymi, który opowiadają się za "twardszym" podejściem, zbliżonym w formie do wchodzącego w czwartek w życie porozumieniu o wolnym handlu pomiędzy UE a Kanadą (CETA).

Wystąpienie we Włoszech jest postrzegane przez brytyjskie media jako szansa dla May na przełamanie impasu w trwających negocjacjach w sprawie Brexitu. Rząd w Londynie liczy na jak najszybsze rozpoczęcie rozmów o modelu przyszłych relacji między stronami, a unijni negocjatorzy naciskają na wcześniejsze rozwiązanie kwestii dotyczących wpłat do budżetu UE, zagwarantowania praw obywateli oraz stosunków między Irlandią a Irlandią Północną.

Kolejna, czwarta runda negocjacyjna zaplanowana jest na tydzień rozpoczynający się 25 września. Wielka Brytania rozpoczęła proces wyjścia z UE 29 marca br. i powinna opuścić Wspólnotę do końca marca 2019 roku.