Macron przemawiał wczoraj na Uniwersytecie Panthéon-Sorbonne w Paryżu. Po raz kolejny nakreślił przyszłość Europy. Ze wspólnym „silnym budżetem” dla unii walutowej. Co ciekawe, nie wspomniał jednak już o wielu prędkościach, jakby antycypował zmianę w Niemczech i perspektywę wejścia w koalicję rządzącą liberałów z FDP, którzy sceptycznie podchodzą do jego pomysłów. Zaproponował również zintegrowanie ze strukturami europejskimi armii wraz ze wspólnym budżetem na obronę (do 2020 r.) oraz utworzenie wspólnych sił cywilnych zdolnych reagować w obliczu katastrof naturalnych spowodowanych zmianami klimatycznymi. Macron chce również stworzenia europejskiej agencji ds. azylu, która zbierałaby dane biomedyczne wszystkich starających się w UE o azyl oraz wzmocnienia sił ochrony zewnętrznych granic Unii. Prezydent proponuje również stworzenie nowej agencji ds. cyfryzacji.

Główne filary reformy UE według Macrona to: bezpieczeństwo oraz walka z terroryzmem, wspólna polityka klimatyczna wraz z opodatkowaniem energii wytwarzanej z węgla. Poza tym rewizja wspólnej polityki rolnej, o której mówiła już w rozmowie z DGP prof. Agnes Bénassy-Quéré, doradca premiera Francji Édouarda Philippe’a. Macron chce postawić na inwestycje i rozwój, które miałyby być finansowane przez unijny podatek od transakcji finansowych.

Prezydent dużo mówił o wspólnocie idei, bezpieczeństwie i walce z bezrobociem, podtrzymując pomysł rewizji europejskiej dyrektywy o pracownikach delegowanych. – Wspólny rynek nie jest dyktatem, ale narzędziem, które ma służyć sprawiedliwej konkurencji – podkreślał. Dodał jednak, że Europa jest gwarantem bezpieczeństwa i powinna być zjednoczona. Macron mówił nie tylko o Wspólnocie na bazie sojuszu francusko-niemieckiego, ale również o Europie, do której dołączyły Hiszpania, Portugalia i Grecja, a o „generację później” m.in. Polska i Bułgaria.

Realizacja kluczowych pomysłów Macrona: wspólnego budżetu strefy euro, ministra finansów i parlamentu dla unii walutowej stają jednak pod znakiem zapytania w obliczu prawdopodobnej koalicji rządowej w Niemczech – CDU Angeli Merkel z liberalną FDP oraz z zielonymi (Grüne). Christian Lindner, szef FDP, zapowiedział już po wstępnym ogłoszeniu wyniku wyborów do Bundestagu w niedzielę wieczorem, że „nie wyobraża sobie budżetu dla strefy euro, a więc przekształcenia strefy euro w państwo” i kilku punktów procentowych PKB przeznaczanych na ten cel, co oznaczałoby w przypadku Niemiec „transfer 60 mld euro lub więcej, które płynęłyby do Francji na konsumpcję i do Włoch, by kompensować błędy popełnione przez Berlusconiego (...). Ten problem jest dla nas czerwoną linią” – podkreślił szef niemieckich liberałów. W nowym rządzie Lindner może dostać któryś z ważnych resortów – finansów lub spraw zagranicznych, jak nakazuje niemiecka tradycja koalicyjna z FDP, gdzie liderzy tej partii piastowali właśnie te stanowiska w rządach koalicyjnych.

Francuski dziennik „Le Monde” taki układ po wyborach w Niemczech nazwał „koszmarem Macrona”. W jaki sposób Europa będzie reformowana i kiedy, zależy teraz od niemieckiego kalendarza rozmów koalicyjnych. Propozycje Macrona w czwartek i piątek mają być dyskutowane przez przywódców UE na szczycie w Tallinie. Pozostanie na stanowisku ministra finansów proeuropejskiego Wolfganga Schäuble byłoby dla Francji szansą na chociaż częściową realizację planów integracji strefy euro. Christian Lindner jako niemiecki partner Bruna Le Maire’a na wspólnych francusko-niemieckich posiedzeniach ministrów finansów byłby dla Paryża trudny do przełknięcia. Jednak doradca Macrona ds. Niemiec, były ambasador w Berlinie, Philippe Étienne, nie wierzy w eurosceptycyzm Lindnera. Według niego FDP pójdzie proeuropejską drogą swoich sławnych poprzedników, m.in. Hansa-Dietricha Genschera.

Prawdopodobnym wyjściem naprzeciw rozbudowanym oczekiwaniom francuskiego prezydenta i nowej sytuacji powyborczej w Niemczech może być utworzenie rodzaju funduszu strefy euro zamiast jej wspólnego budżetu. Fundusz taki np. na poziomie 0,5 lub 1 proc. proc. PKB strefy euro byłby do dyspozycji państw unii walutowej dotkniętych kryzysem, jak sugerował jeszcze w lipcu w rozmowie z DGP dr Guntram Wolff, dyrektor Instytutu Bruegla w Brukseli, a co powtórzył w swoim niedawnym orędziu szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Prawdopodobny układ koalicyjny w Niemczech, nazwany Jamajką od kolorów partyjnych trzech potencjalnych koalicjantów, paradoksalnie może być szansą dla Polski. FDP będzie hamowało zapędy Macrona. – Wolny handel i inne podstawowe wolności europejskie (przepływu usług, kapitału i osób) mogą być wartościami, których obrona leży zarówno w interesie Polski, jak i Niemiec – komentuje w rozmowie z DGP dr Kai-Olaf Lang z Instytutu Polityki Międzynarodowej i Bezpieczeństwa w Berlinie, dodając, że liberałowie Lindnera przywiązują dużą wagę do kwestii przestrzegania reguł państwa prawa. Polska będąca w konflikcie z instytucjami unijnymi nie jest w tym momencie wygodnym partnerem dla FDP.

W kontekście zmian w UE na horyzoncie są również stale rosnące w Unii wpływy populistów. Liderka ultraprawicowego FN Marine Le Pen po przejściowych problemach w partii związanych m.in. z odejściem jej wiceprzewodniczącego Floriana Fhilippota gorąco pogratulowała niemieckiej ultraprawicy: „Brawo dla naszych sojuszników za historyczny rezultat (trzecia siła polityczna Niemiec – red.). To nowy symbol przebudzenia Europejczyków”– podkreślała Le Pen, ruszając w teren, aby spotykać się ze zwolennikami i odbudowywać swoją pozycję osłabioną wiosennymi wynikami wyborów we Francji. – Europa nadal stoi w obliczu poważnego zagrożenia nacjonalizmem, a powstrzymanie we Francji Marine Le Pen czy Geerta Wildersa w Holandii w drodze po władzę wciąż pozostaje tematem – podkreśla w rozmowie z DGP prof. Jacques Rupnik z paryskiego Science Po.

Europa to gwarant bezpieczeństwa i powinna zostać zjednoczona