Pracownicy urzędu dzielnicowego zabezpieczyli materace, śpiwory i inne pozostawione przez bezdomnych przedmioty - czytamy w relacji opublikowanej w czwartek w "Tagesspieglu".

Autor cytuje wypowiedź jednej z mieszkanek pobliskich domów, według której osoby spędzające noce w parku po obudzeniu ukrywają się w zaroślach przed ochroniarzami pilnującymi porządku.

- Nie będziemy tolerowali bezdomnych w parku - powiedział "Tagesspieglowi" Sven Alex z firmy opiekującej się terenami zielonymi Gruen Berlin. Przyłapani na noclegu bezdomni otrzymują karteczki z adresem noclegowni. - Musimy działać bezkompromisowo - zaznaczył Alex.

W środę podobną akcję likwidacji nielegalnego obozowiska bezdomnych przeprowadzono w okolicach znanego klubu muzycznego Berghain. Koczowało tam około 70 osób, pochodzących głównie z Europy Wschodniej. Mieszkańcy skarżyli się na hałas, bójki i picie alkoholu.

Dyskusję o bezdomnych w miejscach publicznych Berlina wywołał burmistrz dzielnicy Mitte Stephan von Dassel. Polityk partii Zieloni odpowiedzialny jest między innymi za największy berliński park Tiergarten.

W wydanym w zeszłym tygodniu komunikacie prasowym Dassel zwrócił uwagę na wzrost przestępczości, a szczególnie na agresywnych bezdomnych, którzy stanowią zagrożenie dla pracowników opiekujących się parkiem. - Zamiast pielęgnować i rozwijać park, muszą walczyć z narkomanami i dilerami narkotyków, prostytucją, a przede wszystkim z bezdomnymi koczującymi na dziko i niezważającymi na nikogo, z usuwaniem ich odchodów włącznie - czytamy w komunikacie.

Według "Tagesspiegla" na początku zeszłej dekady w Berlinie przebywało 2 tys. bezdomnych. Obecnie ich liczba szacowana jest na 10 tys. Na ulicy żyje też wielu Polaków.

Dassel zapowiedział, że deportuje 50 najbardziej agresywnych bezdomnych z parku Tiergarten do krajów pochodzenia mimo obowiązującej w Unii Europejskiej swobody przemieszczania się.