Nie ustalono jeszcze daty rozprawy, na której prokuratura przedstawi niespodziewaną wtorkową decyzję Sądu Najwyższego Hiszpanii.

Decyzja o wycofaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) dotyczy Puigdemonta oraz czworga byłych członków katalońskiego rządu: Antonia Comina, Lluisa Puiga, Meritxell Serret i Clary Ponsati. 30 października wraz z Puigdemontem schronili się oni w Belgii, by uniknąć zatrzymania w związku z ich działaniami na rzecz niepodległości Katalonii. W Hiszpanii zarzuca się im "rebelię, działalność wywrotową, sprzeniewierzenie środków publicznych i nieposłuszeństwo wobec władz" centralnych w Madrycie.

- Hiszpańskie władze potwierdzają ostateczny charakter tej decyzji - podkreśliła brukselska prokuratura, dodając, że została o tym poinformowana za pośrednictwem Europejskiej Jednostki Współpracy Sądowej Eurojust.

Podczas rozprawy sędzia przyjmie do wiadomości decyzję hiszpańskiego sądu i "będzie musiał stwierdzić, że sprawa stała się bezprzedmiotowa" - głosi oświadczenie prokuratury.

Według dotychczasowych informacji kolejna rozprawa miała się odbyć 14 grudnia. Sędzia miał wówczas ogłosić decyzję w sprawie ewentualnej ekstradycji katalońskich polityków do Hiszpanii.

Gdy w poniedziałek w brukselskim sądzie obrońcy Puigdemonta i jego współpracowników przedstawiali swe argumenty, prokuratura powtórzyła, że domaga się wykonania ENA. Jeden z belgijskich adwokatów Katalończyków, Christophe Marchand, przekonywał, że "czyny, które zarzuca się katalońskiemu rządowi, w Belgii nie są karalne". - W przypadku ekstradycji "istnieje ryzyko łamania praw podstawowych" - dodał.

Ogłaszając we wtorek swoją decyzję o wycofaniu ENA, hiszpański sędzia Pablo Llarena wyjaśniał, że po wydaniu nakazów były kataloński premier i dawni członkowie jego gabinetu "wyrażali chęć powrotu do Hiszpanii", by wziąć udział w zbliżających się wyborach do regionalnego parlamentu w Barcelonie i objąć stanowiska, na które mogliby zostać wybrani.

Źródła, na które powołuje się agencja EFE, twierdzą, że Llarena chciał uniknąć możliwości ograniczenia przez belgijski wymiar sprawiedliwości zakresu przestępstw, o które politycy mogą zostać oskarżeni, gdy wrócą do Hiszpanii. Llarena uznał, że należy traktować podejrzanych jako jednolity blok, a zmiana zarzutów wobec niektórych z nich mogłaby zagrozić śledztwu - pisze EFE.

Jednocześnie Sąd Najwyższy podtrzymał hiszpański nakaz aresztowania pięciorga polityków, co oznacza, że gdy wrócą do kraju, zostaną zatrzymani.

Dotychczas obrona Puigdemonta utrzymywała, że polityk wyczerpie wszelkie możliwości prawne, by pozostać w Belgii. Teraz "to do niego należy decyzja" o ewentualnym powrocie - powiedział jego kataloński obrońca. - Wie, że gdy tylko stanie na hiszpańskiej ziemi, automatycznie zostanie zatrzymany - dodał.

- Puigdemont nie wyjedzie z Belgii - zapewnił z kolei jego belgijski adwokat Paul Bekaert w rozmowie z dziennikiem "L'Echo".

Gabinet Puigdemonta został zdymisjonowany 28 października po publikacji przez Madryt przepisów ograniczających autonomię Katalonii. Nastąpiło to dzień po ogłoszeniu przez kataloński parlament niepodległości regionu.