Wielu kolegów kiedyś żartowało, że jeśli ktokolwiek urządzi masakrę w szkole, to będzie to Cruz. Teraz te żarty stały się ponurą rzeczywistością - mówi lokalnej telewizji jeden z uczniów szkoły na Florydzie, Matthew Walker, informuje brytyjski "Daily Mail". Matematyk Jim Gard, który uczył napastnika wyjaśnia z kolei, że rok temu dyrekcja ogłosiła, że Cruz nie mógł wnosić na teren szkoły żadnego plecaka czy torby, bo przyłapano go na grożeniu śmiercią kolegom - pisze "Miami Herald".

Uczniowie dodają też, że dorośli ignorowali problemy psychiczne mordercy. Jego profil na Instagramie był pełen zdjęć zwierząt, które zabił - mówią. Bardzo często fotografował się też z bronią palną czy nożami. To był trudny dzieciak, który miał wiele problemów. Używał broni, bo dawało mu to uczucie spełnienia - dodaje kolejny uczeń. Mimo tych problemów, Cruz należał do - sponsorowanego przez amerykańską armię - korpusu szkolenia młodszych oficerów rezerwy.

Morderca z Parkland od dawna sprawiał problemy. Wychowywany był przez Rogera i Lyndę Cruzów, którzy adoptowali go, gdy był niemowlęciem. Jednak jego przybrany ojciec umarł kilkanaście lat temu, a matce ciężko było opanować dwóch synów - pisze "Miami Herald". Rodzina mówi, że Nicolas przyjmował też leki, które miały pomóc mu z emocjami.

Gdy jego przybrana matka zmarła kilka miesięcy temu, chłopak wprowadził się do przyjaciela. Dostał tam nawet własną sypialnię. Zatrudnił się w sklepie z rzeczami za dolara i chodził do szkoły dla trudnej młodzieży. Do domu wprowadził się razem ze swoim karabinem Ar-14, który kupił w ubiegłym roku (przeszedł wszystkie wymagane przez prawo testy). Jednak rodzina kolegi zażądała, by broń zamknięta była w szafce, d której miał jednak klucz.

W dzień strzelaniny zaspał do szkoły, a pytany przez gospodarzy, dlaczego nie stara się jak najszybciej dotrzeć do szkoły, odparł, że „w Walentynki nie chodzi do szkoły”. Gdy rodzina, u której mieszkał, opuściła dom, wstał, spakował do plecaka amunicję, granaty gazowe i ruszył zabijać swoich kolegów