W komentarzu redakcyjnym brytyjska gazeta ocenia, że czwartkowa prezentacja, która towarzyszyła orędziu Putina do obu izb rosyjskiego parlamentu, zawierała "spory element pozerstwa". Pokazano m.in. makietę pocisku rzekomo lecącego w kierunku wybrzeża Florydy.

Nie wiadomo, czy broń, na temat której Putin się przechwalał, w tym "niewidoczna" broń naddźwiękowa, podwodny dron i pocisk samosterujący z napędem atomowym, naprawdę istnieje ani czy działa. - Nawet jeśli tak jest, to fakt ten raczej nie zmieniłby równowagi sił. Mimo to jest to niebezpieczna eskalacja zarówno jeśli chodzi o retorykę jak i o strategię wojskową - uważa "FT".

Dziennik pisze, że adresatami przemówienia Putina byli Rosjanie i przypomina, że orędzie wygłoszono przed wyborami, które mają pokazać, że jego rządy twardej ręki wciąż są atrakcyjne. W swym orędziu Putin ostrzegł jednak także Zachód, że "Rosja znów jest światowym mocarstwem i jest zdeterminowana, by dotrzymać tempa USA w wysiłkach mających na celu rozszerzenie i zmodernizowanie zdolności nuklearnych" - czytamy.

Z perspektywy Moskwy jest to rozsądna odpowiedź na zachodnią prowokację. Putin nigdy nie wybaczył NATO wtargnięcia w rosyjską strefę wpływów - dodaje "FT". Tłumaczy, że złość rosyjskiego przywódcy nadal budzi decyzja byłego już prezydenta USA George'a W. Busha o wystąpieniu Stanów Zjednoczonych z traktatu o ograniczeniu systemów obrony przeciwrakietowej ABM z 1972 roku, co pozwoliło na rozwijanie lądowego systemu obrony przeciwrakietowej, który Moskwa postrzega jako bezpośrednie zagrożenie.

Według "FT" amerykańska administracja ostatnio wyraźnie pokazała, że będzie skupiać się na "wielkiej rywalizacji mocarstw, a nie na walce z terroryzmem". Prezydent Donald Trump zapowiedział wydatki na unowocześnienie amerykańskiego arsenału nuklearnego. W styczniowym raporcie podsumowującym przegląd polityki w zakresie broni nuklearnej przedstawiono plany USA, by uzbroić się w nowe głowice nuklearne "mniejszej mocy" i by po raz pierwszy rozważyć ataki atomowe w odpowiedzi na zagrożenia nienuklearne, takie jak niszczycielskie cyberataki. Rosja od dawna jest w posiadaniu broni jądrowej o mniejszej mocy, a doktryna wojskowa zakłada jej taktyczne użycie przeciwko konwencjonalnemu zagrożeniu.

Jednak tak radykalna zmiana amerykańskiej strategii "może znacznie obniżyć próg wojny atomowej" - twierdzi "FT".

Jest to niebezpieczne z powodu żałosnego stanu stosunków rosyjsko-amerykańskich, rosnącego zaangażowania Rosji na Ukrainie, w Syrii i innych państwach, oraz jej wpływu na wybory na Zachodzie. Ponadto rośnie ryzyko wypadków lub błędnych ocen ze względu na bliskie terytorialnie rozlokowanie sił amerykańskich i rosyjskich np. w Syrii - dodaje dziennik.

Dlatego zaniepokojenie dziennika budzi fakt, że zarówno Waszyngton jak i Moskwa nie wykazują zainteresowania utrzymaniem i umocnieniem porozumień o kontroli zbrojeń, które przez ostatnie 50 lat pomagały regulować stosunki między dwoma głównymi graczami atomowymi na świecie.

Rosja i USA oskarżają się wzajemnie o łamanie istniejącego traktatu o pociskach balistycznych średniego zasięgu, INF. Według cytowanego przez "FT" Stevena Pifera z Brookings Institution "są sposoby, by poradzić sobie z tymi obawami, ale są one uzależnione od woli politycznej po obu stronach".

Nawet jeśli ten traktat uda się uratować, następne pytanie brzmi: co stanie się, gdy wygaśnie nowy traktat START, czyli główne ramy regulacyjne dotyczące kontroli zbrojeń - czytamy. Obecnie wydaje się, że obie strony są gotowe wypełnić swe zobowiązania, ale żadna z nich nie wykazała zainteresowania wynegocjowaniem przedłużenia tego traktatu. Kongres USA przegłosował wręcz przepisy, by odmówić finansowania przedłużenia tej umowy, jeśli Rosja złamie inne porozumienia o kontroli zbrojeń.

Doświadczenie zimnej wojny pokazuje, że kontynuowanie dialogu w obszarach, którymi zainteresowane są obie strony, powinno być możliwe, nawet jeśli nie ma nadziei na postęp w takich trudnych kwestiach jak Ukraina i Syria. Putin wybrał jednak granie na amerykańskim strachu dotyczącym utraty statusu supermocarstwa. USA muszą powstrzymać chęć odwetu - apeluje "Financial Times".