- Jeszcze nigdy stosunki izraelsko-amerykańskie nie były w równie doskonałym stanie, jak podczas urzędowania w Białym Domu prezydenta Donalda Trumpa", a jego "historyczna decyzja" o przeniesieniu ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy "będzie pamiętana przez pokolenia - powiedział Netanjahu podczas krótkiej sesji fotograficznej w Gabinecie Owalnym Białego Domu.

Trump ogłosił decyzję o przeniesieniu ambasady amerykańskiej do Jerozolimy 6 grudnia ub.r. Decyzja prezydenta była spełnieniem jego obietnicy wyborczej złożonej przedstawicielom diaspory żydowskiej i konserwatywnemu ruchowi ewangelikalnych chrześcijan, z którym związany jest wiceprezydent Mike Pence.

Było to też realizacją postanowień "Ustawy o ambasadzie w Jerozolimie" (The Jerusalem Embassy Act), która została przyjęta przez Kongres w 1995 r. Ustawa zobowiązywała rząd Stanów Zjednoczonych do przeniesienia ambasady amerykańskiej z Tel Awiwu do Jerozolimy najpóźniej do 1999 r., uznając tę ostatnią za "niepodzielną i jedyną stolicę Izraela".

Ustawa zawierała klauzulę pozwalającą urzędującemu prezydentowi na odroczenie przeniesienia ambasady USA do Jerozolimy, za każdym razem na sześć miesięcy, jeśli zdaniem prezydenta USA krok taki "może zagrozić interesom bezpieczeństwa USA".

Kolejni gospodarze Białego Domu wykorzystywali tę klauzulę do odraczania realizacji postanowień ustawy.

- Inni prezydenci mówili o tym - ty to zrobiłeś - powiedział Netanjahu, zwracając się do Trumpa.

Premiera łączą z prezydentem więzy przyjaźni sięgające czasów, kiedy Netanjahu mieszkał w Nowym Jorku i był ambasadorem Izraela w ONZ, a Trump był wtedy jednym z potentatów rynku nieruchomości w tym mieście.

Władze amerykańskie zapowiedziały, że zamierzają zainaugurować działalność ambasady Stanów Zjednoczonych w Jerozolimie już 14 maja, w 70. rocznicę powstania Izraela.

Trump podczas spotkania z izraelskim premierem oświadczył, że "chciałby wziąć udział" w tej uroczystości.

Netanjahu zapowiedział, że rozmowy z amerykańskim prezydentem będą koncentrowały się na zagrożeniach, jakie dla Izraela stanowią agresywne poczynania Iranu na Bliskim Wschodzie, oraz na możliwościach "reanimowania" procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie.

W rozmowach uczestniczył Jared Kushner, zięć i bliski doradca prezydenta, któremu Trump powierzył podjęcie wysiłków dyplomatycznych na Bliskim Wschodzie.

Udział Kushnera w rozmowach Trumpa z premierem Izraela był do ostatniej chwili niepewny, ponieważ w ubiegłym tygodniu stracił on dostęp do "ściśle tajnych" dokumentów, po tym gdy jego klasyfikacja certyfikatu bezpieczeństwa została obniżona z poziomu "ściśle tajnego" (Top Secret/SCI) do "tajnego" (Secret).

Zdaniem amerykańskich komentatorów serdeczne powitanie izraelskiego premiera w Białym Domu przez Trumpa i pierwszą damę Melanię Trump jest pokazem poparcia dla znajdującego się w poważnych tarapatach Netanjahu.

Przeciw premierowi toczy się kilka dochodzeń; ostatnio izraelska policja zarekomendowała prokuraturze, by Netanjahu formalnie postawić w stan oskarżenia za korupcję, oszustwa i nadużycie zaufania.

Dla premiera kolejną okazją do zmobilizowania poparcia swoich sojuszników będzie jego wtorkowe wystąpienie podczas dorocznej konferencji Amerykańsko-Izraelskiego Komitetu Spraw Publicznych (American Israel Public Affairs Committee - AIPAC), zrzeszającej ponad 100 tys. członków najbardziej wpływowej proizraelskiej grupy w USA.

Podczas rozpoczętej w niedzielę trzydniowej konferencji AIPAC, organizacji utożsamianej w ostatnich latach z Partią Republikańską i z konserwatywnym blokiem wyborczym Likud, którego przywódcą jest Netanjahu, wystąpią także liczni przedstawiciele Kongresu i administracji prezydenta Trumpa, w tym wiceprezydent Mike Pence oraz ambasador USA w ONZ Nikki Haley.