Choć w agendzie zaplanowanego na piątek i sobotę szczytu G7 w Kanadzie widnieją takie tematy jak równość płci, miejsca pracy czy zagrożenia zewnętrzne dla demokracji, to nie ma co ukrywać, że nasze rozmowy będą odbywać się w specyficznym kontekście politycznym najnowszych decyzji prezydenta Trumpa i reakcji wywołanych przez nie po obu stronach Atlantyku. Mówię tu o wycofaniu się USA z paryskiego porozumienia klimatycznego i umowy nuklearnej z Iranem oraz o nowych cłach na stal i aluminium, a także sposobie ich nałożenia i argumentacji, której użyto do uzasadnienia tego kroku - napisał Donald Tusk, określając te decyzje jako niefortunne i niepokojące.

Kluczowym na dziś pytaniem jest, czy decyzje te są jedynie incydentalnymi zmianami w obecnej polityce amerykańskiej (do których, oczywiście, każdy prezydent ma prawo), czy początkiem nowego kierunku strategicznego - uważa szef Rady Europejskiej, obawiając się, czy nie są to pierwsze symptomy rozpadu zachodniej wspólnoty politycznej". "Nieuchronne jest, że będziemy o tym pamiętali w czasie spotkania (G7) ze względu na sygnały, że Waszyngton może nie być zainteresowany ponownym potwierdzeniem naszego wspólnego zaangażowania na rzecz międzynarodowego porządku opartego na określonych regułach- napisał Tusk na stronie amerykańskiego dziennika, ostrzegając: alternatywą dla porządku jest nieład.

Tusk - przypominając, że podczas spotkań w Brukseli z wiceprezydentem USA Mike'iem Pence'em oraz prezydentem Trumpem w ubiegłym roku wyraził przekonanie, że w interesie Zachodu leży właśnie utrzymanie tego porządku, w którym brutalna siła i egoizm nie decydują o wszystkim - podkreślił, że może być on wzmocniony jedynie wspólną, wzajemnie wspierającą i zdecydowaną polityką całej wspólnoty Zachodu. Ktokolwiek ten porządek chce zburzyć, musi wiedzieć, że zjednoczeni będziemy jego bronić - podkreślił szef Rady Europejskiej.

Istotą współpracy w ramach G7 jest de facto obrona wolnego świata przed tymi, którzy nie szanują naszych wspólnych, fundamentalnych wartości: wolności i godności jednostki, równych praw dla ludzi i narodów oraz sprawiedliwych zasad - twierdzi Tusk. Doprowadziło nas to do wykluczenia Rosji z naszego grona po jej ataku na Ukrainę - dodał Tusk i podkreślił, że bardzo ważne podczas spotkania G7 będzie wspólne przekonanie, że tylko zjednoczeni jesteśmy w stanie bronić wolnego świata.

Jak powiedziałem kilka tygodni temu, Europa, w pewnym sensie, powinna być wdzięczna prezydentowi Trupowi. Jego decyzje sprawiły, że zrozumieliśmy, że musimy polegać jedni na drugich. Europa musi teraz zrobić wszystko, co w jej mocy, by ochronić transatlantycką więź mimo obecnych nastrojów. Ale jednocześnie musimy być przygotowani na scenariusze, według których będziemy musieli zadziałać sami. Żeby to zrobić, będziemy potrzebować większej jedności politycznej i determinacji - napisał szef Rady Europejskiej.

Zaznaczył jednocześnie, że nie chce za kryzys w amerykańsko-europejskich relacjach winić tylko jednej strony. Ale nie możemy lekceważyć zagrożenia: są w Europie ludzie, którzy oczekują bliższych stosunków z Rosją czy Chinami w ramach alternatywy dla istniejącego porządku - czytamy w artykule. Nie dostarczajmy im nowych argumentów - zdobyli ich wystarczająco w ostatnich miesiącach. Ci ludzie zdaje się zapomnieli, że świat jest lepszy dzięki tym wszystkim - zarówno Amerykanom, jak i Europejczykom - dla których polityka nie była i nie jest wyłącznie grą interesów ani brutalną próbą sił i tych, którzy bardzo dużo poświęcili, by ochronić nasze wartości - podsumował Tusk.